Euroobligacje – finansowanie na wielką skalę

5/5 - (1 vote)

Obligacje są instrumentem finansowym służącym do pozyskiwania znacznego kapitału w dłuższym okresie czasu. Stanowią one formalne zobowiązanie dłużnika do regularnej wypłaty odsetek oraz zwrotu pożyczonej kwoty w określonych terminach. Jedną z istotnych cech obligacji jest ich wysoka płynność, która umożliwia swobodny handel na głównych giełdach papierów wartościowych, gdzie są notowane.

Emisja euroobligacji stała się atrakcyjnym sposobem finansowania działalności firm oraz alternatywną formą pozyskania kapitału na rynkach międzynarodowych. Z tej formy finansowania skorzystały już takie podmioty jak Telekomunikacja Polska, Elektrim, Polska Telefonia Cyfrowa, Bank Handlowy czy Rząd Polski. Na przykład Telekomunikacja Polska S.A. planowała wykorzystać środki pozyskane z pierwszej emisji obligacji między innymi na finansowanie inwestycji, przede wszystkim rozbudowę sieci telefonii stacjonarnej, zaspokojenie zapotrzebowania na kapitał obrotowy oraz na wkład kapitałowy do PTK-Centertel, co miało wspomóc proces uzyskania koncesji i rozwój telefonii komórkowej. Podobne potrzeby kapitałowe miała ERA GSM, koncentrując się na rozwoju sieci GSM oraz wdrażaniu nowych usług i rozbudowie infrastruktury. Inni emitenci często pozyskują kapitał na spłatę droższych zobowiązań kredytowych lub wekslowych oraz na dalszy rozwój przedsiębiorstwa.

Emisję obligacji można podzielić na publiczną oraz prywatną („private placements”). Emisja publiczna jest zwykle prowadzona przez grupę banków – managerów emisji, którzy zobowiązują się do sprzedaży obligacji szerokiemu gronu inwestorów. W przypadku private placements sprzedaż odbywa się poza rynkiem publicznym, głównie wśród wyselekcjonowanej grupy inwestorów. Takie emisje nie są syndykowane ani notowane na dużych giełdach, przynajmniej na początku.

W praktyce emisja obligacji jest szybszym i często tańszym sposobem pozyskania kapitału w porównaniu do innych metod, takich jak emisja akcji czy kredyty bankowe. Umożliwia dostęp do niemal nieograniczonego kapitału na rynkach międzynarodowych, zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza gdy emitent przeprowadza kolejne emisje. Rynek obligacji jest obecnie bardzo duży i dynamicznie się rozwija, podczas gdy rynek akcji wykazuje oznaki stagnacji, a inwestorzy są mniej skłonni do zakupów – podkreśla Albert May, Dyrektor Departamentu Bankowości Inwestycyjnej i Rynków Kapitałowych w Citibank (Poland) S.A.

Dlaczego taka forma finansowania?

Zaciągnięcie kredytu na kwotę około 300 milionów USD na polskim rynku jest praktycznie niemożliwe. System bankowy w Polsce nie dysponuje wystarczającymi środkami, a tym bardziej pojedynczy polski bank nie byłby w stanie udzielić tak dużego kredytu samodzielnie. W takich sytuacjach tworzy się konsorcjum składające się zwykle z 5-8 banków, w tym banków międzynarodowych. Kredyty o takiej wielkości są zazwyczaj wysoko oprocentowane, co zwiększa koszt pozyskania kapitału, a dodatkowo nie są one zaciągane na długi okres.

Jednym z powodów, dla których przedsiębiorstwa decydują się na emisję obligacji na rynkach międzynarodowych, jest fakt, że tam pozyskanie kapitału w wysokości 200 czy 300 milionów USD nie stanowi problemu. Polski rynek kapitałowy nie dysponuje tak dużym potencjałem, podczas gdy rynki zagraniczne oferują łatwiejszy dostęp do takich środków. Kolejnym powodem jest większa elastyczność finansowania przez emisję obligacji w porównaniu do kredytów bankowych. Banki bowiem wymagają wielu zabezpieczeń, których inwestorzy na rynku kapitałowym zwykle nie oczekują. Ponadto wejście spółki na międzynarodowy rynek obligacji wzmacnia jej wizerunek jako wiarygodnego kredytobiorcy – podkreśla Albert May z Citibanku.

Emisja obligacji umożliwia dostęp do kapitału na dłuższy czas i przy relatywnie niższych kosztach niż kredyt bankowy. Firmy często mają już zaciągnięte kredyty na finansowanie działalności, co ogranicza ich możliwość pozyskania kolejnych środków w bankach ze względu na wymogi dotyczące zabezpieczeń i gwarancji. W takich przypadkach emisja euroobligacji staje się koniecznością, gdyż pozwala pozyskać znaczne środki, które banki nie byłyby skłonne udzielić na preferencyjnych warunkach – wyjaśnia Władysław Bartoszewski, Dyrektor JP Morgan Polska. Dodatkowo emisje obligacji często odbywają się cyklicznie – co rok, dwa lub cztery lata – w zależności od potrzeb firmy, co nie zamyka drogi do dalszego pozyskiwania kapitału, lecz ją otwiera.

Obligacje kontra akcje

W przypadku emisji akcji przez spółki, jedną z największych wad jest ryzyko utraty kontroli nad firmą, gdyż wzrost liczby udziałów sprzedawanych inwestorom powoduje zmniejszenie procentowego udziału pierwotnych właścicieli. W dłuższym terminie może to prowadzić nawet do utraty pakietu większościowego. Ponadto zwiększenie kapitału akcyjnego powoduje rozcieńczenie zysku netto przypadającego na jedną akcję, co negatywnie wpływa na wycenę rynkową spółki. Emisja obligacji natomiast nie wpływa bezpośrednio na wartość netto przypadającą na akcję.

Kolejną istotną różnicą jest sposób rozliczania kosztów finansowania. Dywidendy wypłacane akcjonariuszom pochodzą z zysku netto, podczas gdy odsetki wypłacane posiadaczom obligacji traktowane są jako koszt uzyskania przychodu, co obniża podstawę opodatkowania podatkiem dochodowym. W efekcie koszt finansowania za pomocą obligacji jest zwykle niższy niż przez emisję akcji. Trzeba jednak podkreślić, że nie każda spółka może wyemitować obligacje na rynkach międzynarodowych — tradycyjne euroobligacje są instrumentem przeznaczonym przede wszystkim dla firm o wysokiej wiarygodności kredytowej, posiadających rating inwestycyjny – wyjaśnia Dyrektor Departamentu Bankowości Inwestycyjnej i Rynków Kapitałowych Citibank (Poland) S.A.

Zarówno emisja obligacji, jak i akcji umożliwiają pozyskanie dużego kapitału w relatywnie krótkim czasie, jednak obligacje są często tańszą formą finansowania i nie nakładają ograniczeń kwotowych typowych dla kredytów bankowych.

Od wyboru banku – organizatora emisji do sprzedaży papierów inwestorom

Proces emisji obligacji jest prowadzony przez organizatora, zwanego Managerem emisji, wybieranego przez emitenta, zwykle w drodze przetargu. W zależności od wielkości emisji i jej terminu, emitent może wybrać jednego lub kilku organizatorów – banki inwestycyjne tworzące konsorcjum, które jednocześnie pełnią rolę gwarantów emisji. Manager emisji odpowiada za koordynację całego procesu, w tym ustalenie struktury sprzedaży, przygotowanie dokumentacji, doradztwo w zakresie marketingu papierów wartościowych, dobór potencjalnych inwestorów oraz opracowanie strategii wejścia na rynek.

Współpraca między emitentem a managerem zwykle ma charakter długofalowy i opiera się na wzajemnym zaufaniu. Często to właśnie jeden z co-managerów odpowiada za kolejne emisje, dlatego istotny jest wybór banku inwestycyjnego dobrze znającego rynek oraz specyfikę produktu na rynku międzynarodowym, z którego pochodzi emitent. Przy podejmowaniu decyzji uwzględnia się także prowizje, koszty emisji oraz symulacje wyceny papierów w momencie emisji.

Po wybraniu organizatora, przygotowanie emisji obligacji trwa zwykle około 10-12 tygodni. Jak wskazuje Albert May z Citibanku, proces ten obejmuje m.in. uzyskanie oceny ratingowej, co zajmuje około 6 tygodni, oraz opracowanie i druk memorandum informacyjnego, który powstaje w ciągu kolejnych 4-5 tygodni. Przed ustaleniem ceny obligacji organizowane jest kilkudniowe roadshow – seria prezentacji dla potencjalnych inwestorów. W tym czasie odbywają się także badania due diligence, formalne prezentacje dla agencji ratingowych, wycena obligacji oraz finalizacja sprzedaży inwestorom. Proces ten bywa krótszy przy kolejnych emisjach.

Aspekty prawne emisji obligacji na rynkach międzynarodowych

Standardem w emisji obligacji zagranicznych jest korzystanie z prawa angielskiego lub prawa stanu Nowy Jork jako podstawy prawnej emisji. Coraz częściej praktykuje się również zakładanie specjalnych spółek (tzw. BV) w Holandii, gdzie obowiązuje korzystne prawodawstwo. Taki krok pomaga uniknąć komplikacji prawnych związanych z innymi systemami prawnymi. Dodatkowo Polska ma podpisaną umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania z Holandią, a tamtejsze stawki podatkowe są stosunkowo niskie, co obniża koszty finansowania i umożliwia skorzystanie z ulg podatkowych.

Wybór odpowiedniego prawa i jurysdykcji ma istotne znaczenie dla optymalizacji kosztów emisji oraz minimalizacji ryzyk prawnych i podatkowych, co wpływa na efektywność całego procesu pozyskania kapitału.

Emisja obligacji z nadsubskrypcją jest uznawana za duży sukces – wyjaśnia Albert May. Nadsubskrypcja ma także pozytywny efekt marketingowy, ponieważ w przyszłości pozwala emitentowi na uzyskanie korzystniejszych warunków emisji. Spółka, która już zdobyła zaufanie inwestorów dzięki udanym emisjom, może liczyć na niższą rentowność swoich obligacji w porównaniu do nowych podmiotów o podobnym profilu, które debiutują na rynku.

Managerowie emisji dbają o to, aby dotrzeć do jak najszerszego grona potencjalnych inwestorów, jednocześnie minimalizując marżę i koszty finansowania. Dlatego wybierany jest bank dobrze znany na arenie międzynarodowej, posiadający doświadczenie w prezentacji firmy instytucjom finansowym. Integralnym elementem procesu są tzw. Roadshow, czyli formalne spotkania jeden na jeden z inwestorami instytucjonalnymi. To okazja do bezpośredniego kontaktu zarządu spółki z inwestorami, podczas których można szczegółowo przedstawić wyniki finansowe, plany strategiczne oraz cele wykorzystania pozyskanych środków.

Takie osobiste prezentacje pozwalają budować zaufanie, które jest kluczowe dla sukcesu emisji. Inwestorzy oceniają wiarygodność spółki nie tylko na podstawie danych finansowych, ale także dostępności i transparentności zarządu oraz sytuacji kredytowej firmy i kraju pochodzenia emitenta. Niewłaściwie prowadzona kampania, na przykład zbyt agresywny marketing przy niskiej wiarygodności, może negatywnie wpłynąć na wycenę obligacji i utrudnić ich sprzedaż.

Emisja obligacji, szczególnie euroobligacji na rynkach międzynarodowych, to nie tylko możliwość dostępu do niemal nieograniczonego kapitału na długi okres i przy niskim koszcie, ale również sposób na wejście spółki na arenę międzynarodową. Dzięki szerokiemu gronu inwestorów przedsiębiorstwo zyskuje większą rozpoznawalność i prestiż, co może przełożyć się na nowe kontakty handlowe oraz zaufanie na globalnych rynkach – podkreśla Dyrektor JP Morgan Polska, Władysław Bartoszewski. Firmy, które regularnie emitują obligacje, umacniają swoją pozycję i są postrzegane jako bardziej międzynarodowe i stabilne podmioty.

Co ważne, emisje obligacji na rynkach zagranicznych można i warto przeprowadzać cyklicznie, dostosowując je do bieżącego zapotrzebowania na kapitał. To daje spółkom elastyczność finansową oraz pozwala na stały rozwój bez ograniczeń wynikających z tradycyjnych źródeł finansowania.

Papiery komercyjne

5/5 - (2 votes)

W czasie kryzysu przedsiębiorstwa starają się ograniczać wydatki. Duże firmy mogą obniżyć koszty finansowania, emitując papiery komercyjne zamiast zaciągać kredyty bankowe.

Czym są papiery komercyjne?

Papiery komercyjne to krótkoterminowe papiery dłużne, emitowane głównie przez przedsiębiorstwa, a także przez banki i samorządy, na podstawie umowy programowej zawieranej z agentem emisji — najczęściej bankiem. Nazywane są również KPD (krótkoterminowe papiery dłużne) lub KWIT-y. Służą do zapewnienia emitentom taniego źródła krótkoterminowego finansowania. Emisje są organizowane i przeprowadzane przez agenta emisji w imieniu emitenta i kierowane głównie do inwestorów instytucjonalnych, stąd wysokie nominały, zwykle zaczynające się od 100 tys. zł. Nabywcami są przede wszystkim banki, przedsiębiorstwa produkcyjne i handlowe, firmy ubezpieczeniowe, fundusze powiernicze, Narodowe Fundusze Inwestycyjne oraz podmioty zagraniczne. W styczniu br. łączna wartość zadłużenia z tytułu emisji papierów komercyjnych w Polsce wyniosła 12,6 mld zł, a na koniec ubiegłego roku aktywne programy emisji miało 309 podmiotów.

Oprocentowanie papierów komercyjnych wynika z dyskonta i jest powiązane ze stopą WIBOR lub stopą procentową na rynku międzybankowym. Papiery sprzedawane są w transzach o terminach zapadalności od 7 do 364 dni, dostosowanych do potrzeb emitenta. Istnieje możliwość odnawiania zapadających transz (tzw. „rolowanie”), co pozwala traktować je jako średnio- lub długoterminowe źródło finansowania. Z tej opcji korzysta większość emitentów.

Rodzaje papierów komercyjnych

Rynek papierów komercyjnych powstał oddolnie, w odpowiedzi na zapotrzebowanie rynku, dlatego nie istnieje jeden akt prawny regulujący całościowo emisję i obrót tymi papierami. Emisje oparte są na różnych podstawach prawnych: Kodeksie Cywilnym, prawie wekslowym, ustawie o obligacjach oraz prawie bankowym.

Warunki emisji papierów komercyjnych

Emitenci powinni cechować się dobrą wiarygodnością kredytową oraz zapewnić odpowiednią wielkość emisji — zazwyczaj co najmniej 5-10 mln zł, choć lepiej, gdy jest to 20–50 mln zł. Większy program emisji oznacza niższe koszty pozyskania kapitału.

Przebieg procesu emisji

Po znalezieniu emitenta zawierane jest wstępne porozumienie. Na podstawie informacji od emitenta agent emisji przygotowuje memorandum informacyjne i ocenia jego wiarygodność kredytową. Memorandum służy również inwestorom do oceny emisji i zawiera:

  • warunki programu emisji (emitent, agent emisji, cel, kwota, okres zapadalności, forma prawna, poręczenia itp.),
  • informacje o emitencie (forma prawna, struktura kapitału, zakres działalności, analiza sprzedaży, szanse i zagrożenia, strategia i perspektywy rozwoju),
  • dane finansowe (bilans, rachunek zysków i strat, przepływy pieniężne).

Następnie agent ustala warunki programu i zawiera umowę programową, regulującą szczegóły emisji. Umowa trwa zwykle 2-3 lata i określa maksymalny limit zadłużenia z tytułu papierów komercyjnych. Emitent może uzyskać poręczenie emisji od podmiotu trzeciego.

Agent emisji, za dodatkową opłatą, może pełnić funkcję subemitenta, zobowiązując się do sprzedaży transz na rynku. Nie oznacza to jednak przejęcia odpowiedzialności finansowej za emitenta. Oferta jest kierowana do wyselekcjonowanej grupy inwestorów i ma charakter niepubliczny. Proces emisji trwa około dwóch tygodni, a kolejne transze można uruchomić w ciągu około 2 dni od zgłoszenia przez emitenta.

Koszty emisji

Emitent ponosi koszty przygotowania programu oraz opłaty proporcjonalne do wartości zadłużenia. Oprócz dyskonta są to prowizje banku za przygotowanie programu (jednorazowa opłata za cały okres) oraz prowizje za plasowanie emisji.

Zalety emisji papierów komercyjnych

  • Niższe koszty finansowania niż przy kredytach bankowych.
  • Szybkie pozyskanie środków, zwłaszcza przy kolejnych transzach.
  • Możliwość pozyskania dużych kwot bez ograniczeń narzucanych bankom przez przepisy o koncentracji kredytów.
  • Brak konieczności przedstawiania zabezpieczeń.
  • Emisje dopasowane wielkością i terminem do bieżących potrzeb emitenta.
  • Obecność na rynku finansowym zwiększa wiarygodność emitenta i ułatwia późniejsze wejście na giełdę.

Wady

  • Konieczność ujawniania danych finansowych szerokiemu gronu inwestorów (dotyczy podmiotów niepublicznych).
  • Dostępność emisji tylko dla dużych przedsiębiorstw; mniejsze firmy zwykle muszą korzystać z kredytów bankowych.

Korzyści dla inwestorów

  • Wyższa stopa zwrotu niż z inwestycji w bony skarbowe lub depozyty bankowe.

Wady dla inwestorów

  • Wysokie ryzyko inwestycyjne.
  • Niska płynność rynku wtórnego i wysokie koszty utrzymania płynności.

Tabela 1. Papiery komercyjne w relacji do innych instrumentów rynku pieniężnego według stanu na 19 kwietnia 2002 r.

Instrument finansowy Oprocentowanie
Bony skarbowe, 28 dni do wykupu, rynek wtórny, średnio 9,68
Papiery komercyjne, 25-31 dni do wykupu, rynek wtórny, kurs kupna
Min.-max. 10,10-12,60
Średnio 10,92
Kredyty na cele gospodarcze – podstawowe oprocentowanie średnio w 20 największych bankach 14,73
Lokaty terminowe 1-miesięczne średnio w 20 bankach 6,65

Źródło: Opracowanie własne na podstawie komunikatów prasowych opublikowanych w dzienniku „Rzeczpospolita” z dnia 22-23 kwietnia 2002 r.

Papiery komercyjne pełnią istotną rolę na rynku finansowym jako instrument pozwalający przedsiębiorstwom na szybkie i stosunkowo tanie pozyskanie kapitału krótkoterminowego. Ich popularność wynika z elastyczności i możliwości dostosowania warunków emisji do bieżących potrzeb emitenta, co czyni je atrakcyjnym narzędziem finansowania dla firm o stabilnej sytuacji kredytowej.

Znaczenie papierów komercyjnych w strukturze finansowania przedsiębiorstw

W tradycyjnej strukturze finansowania przedsiębiorstw, zwłaszcza tych większych, dominują kredyty bankowe oraz emisje obligacji. Kredyty bankowe mają jednak pewne ograniczenia, takie jak wyższe koszty finansowania, potrzeba przedstawiania zabezpieczeń czy dłuższy czas uzyskania środków. Emisje obligacji, z kolei, wymagają często długiego przygotowania, spełnienia wymogów regulacyjnych oraz mogą wiązać się z wyższymi kosztami emisji.

Papiery komercyjne, jako krótkoterminowy instrument dłużny, pozwalają przedsiębiorstwom na zaspokojenie bieżących potrzeb finansowych, takich jak finansowanie zapasów, regulowanie zobowiązań handlowych czy krótkoterminowe inwestycje. Ze względu na możliwość emitowania transz o zróżnicowanych terminach zapadalności, firmy mogą elastycznie zarządzać płynnością finansową, dostosowując zapadalność papierów do terminów wpływów i wydatków.

Mechanizm działania papierów komercyjnych

Proces emisji papierów komercyjnych rozpoczyna się od zawarcia umowy programowej z agentem emisji, zwykle bankiem inwestycyjnym. Na podstawie tej umowy przedsiębiorstwo uzyskuje prawo do emitowania papierów dłużnych o określonej maksymalnej wartości i w określonym czasie. W praktyce emisje realizowane są w formie kolejnych transz, których wielkość i termin zapadalności są dostosowywane do aktualnych potrzeb emitenta.

Każda transza jest sprzedawana na rynku inwestorom instytucjonalnym, którzy oczekują atrakcyjnej stopy zwrotu w zamian za podjęcie ryzyka kredytowego. Cena papierów jest ustalana w formie dyskonta, co oznacza, że inwestor płaci mniej niż wartość nominalna papieru, a różnica stanowi zysk przy wykupie po wartości nominalnej w terminie zapadalności.

Ważnym elementem rynku papierów komercyjnych jest możliwość „rolowania” emisji, czyli odnawiania zapadających transz przez emisję nowych. Pozwala to emitentom na praktycznie ciągłe finansowanie swojej działalności za pomocą tego instrumentu, pod warunkiem utrzymania zaufania inwestorów oraz dobrej sytuacji finansowej.

Ryzyko i bezpieczeństwo inwestowania w papiery komercyjne

Podstawowym ryzykiem związanym z inwestowaniem w papiery komercyjne jest ryzyko kredytowe emitenta, czyli możliwość niewywiązania się z zobowiązań finansowych. W związku z tym, inwestorzy dokładnie analizują kondycję finansową emitenta, zwracając uwagę na jego zdolność kredytową, historię płatności oraz stabilność sytuacji gospodarczej.

W przeciwieństwie do obligacji skarbowych, papiery komercyjne nie są objęte gwarancjami państwowymi, co zwiększa poziom ryzyka. Dlatego inwestorzy, którzy decydują się na zakup tych instrumentów, wymagają zwykle wyższej premii za ryzyko w postaci atrakcyjniejszej stopy zwrotu.

Aby ograniczyć ryzyko, emitenci często zabezpieczają emisję poręczeniami lub gwarancjami ze strony innych instytucji, co zwiększa wiarygodność papierów na rynku i pozwala na obniżenie kosztów finansowania.

Papiery komercyjne a rynek kapitałowy

Papiery komercyjne są jednym z segmentów rynku dłużnego, uzupełniając ofertę innych instrumentów finansowych takich jak obligacje korporacyjne, obligacje skarbowe czy bony skarbowe. W porównaniu z obligacjami, papiery komercyjne mają zazwyczaj krótszy okres zapadalności, co czyni je bardziej płynnym narzędziem dla emitentów i inwestorów potrzebujących krótkoterminowych rozwiązań.

Rynek papierów komercyjnych charakteryzuje się jednak słabszą płynnością na rynku wtórnym niż obligacje czy akcje. Ograniczona liczba inwestorów i wysoki nominał minimalny utrudniają szybkie odsprzedanie papierów, co stanowi wyzwanie dla inwestorów poszukujących elastyczności.

Mimo to, papiery komercyjne odgrywają istotną rolę w systemie finansowym, stanowiąc źródło finansowania dla przedsiębiorstw oraz atrakcyjną formę lokaty kapitału dla instytucji finansowych, które dysponują nadwyżkami krótkoterminowymi.

Regulacje prawne i nadzór

Jak wcześniej wspomniano, rynek papierów komercyjnych nie jest uregulowany jednym spójnym aktem prawnym. Emitenci mogą opierać się na różnych podstawach prawnych, co sprawia, że papier ten ma nieco elastyczny charakter formalno-prawny. Jednak w Polsce działalność firm emitujących papiery komercyjne oraz agentów emisji podlega nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) oraz innym instytucjom odpowiedzialnym za stabilność rynku finansowego.

Regulacje mają na celu ochronę inwestorów, zapewnienie transparentności oraz przeciwdziałanie nadużyciom. Emitenci są zobowiązani do regularnego raportowania sytuacji finansowej i innych istotnych informacji, co zwiększa przejrzystość rynku i ułatwia inwestorom ocenę ryzyka.

Znaczenie papierów komercyjnych dla przedsiębiorstw

Dla przedsiębiorstw, zwłaszcza dużych i stabilnych finansowo, papiery komercyjne stanowią ważne narzędzie zarządzania płynnością oraz finansowania bieżącej działalności. Dzięki nim mogą szybko reagować na zmieniające się warunki rynkowe, pozyskiwać środki na korzystniejszych warunkach niż w przypadku kredytów bankowych oraz efektywnie planować przepływy pieniężne.

Ponadto, obecność na rynku papierów komercyjnych podnosi prestiż firmy i wzmacnia jej wiarygodność w oczach innych uczestników rynku finansowego. Firmy, które regularnie emitują papiery komercyjne, zyskują lepszy dostęp do kapitału i mogą liczyć na bardziej elastyczne warunki współpracy z bankami i innymi instytucjami finansowymi.

Perspektywy rozwoju rynku papierów komercyjnych

Rynek papierów komercyjnych w Polsce i na świecie ewoluuje wraz ze zmianami w otoczeniu gospodarczym i finansowym. Rosnąca konkurencja, rozwój technologii finansowych oraz zmieniające się regulacje wpływają na kształt tego segmentu rynku.

W najbliższych latach można oczekiwać dalszej profesjonalizacji rynku, wzrostu transparentności oraz rozwoju nowych form papierów komercyjnych, dostosowanych do specyficznych potrzeb emitentów i inwestorów. Ponadto, rosnąca rola inwestorów instytucjonalnych, takich jak fundusze emerytalne czy towarzystwa ubezpieczeniowe, może zwiększyć płynność i stabilność rynku.

Równocześnie należy pamiętać, że papiery komercyjne pozostaną przede wszystkim instrumentem dedykowanym dużym podmiotom o ugruntowanej pozycji na rynku. Małe i średnie przedsiębiorstwa wciąż będą w większym stopniu korzystać z innych źródeł finansowania, takich jak kredyty bankowe czy leasing.

Podsumowanie

Papiery komercyjne to elastyczny, szybki i efektywny kosztowo instrument finansowania krótkoterminowego, który odgrywa ważną rolę w strukturze finansowania dużych przedsiębiorstw. Pozwalają one emitentom na efektywne zarządzanie płynnością i dostosowanie finansowania do bieżących potrzeb, jednocześnie oferując inwestorom atrakcyjną stopę zwrotu. Pomimo pewnych ograniczeń, takich jak ryzyko kredytowe czy niska płynność rynku wtórnego, papiery komercyjne pozostają istotnym elementem rynku finansowego, którego rola będzie prawdopodobnie rosnąć wraz z dalszą profesjonalizacją i rozwojem rynku kapitałowego.

Skąd się bierze pieniądz – kredyt i leasing jako alternatywne metody finansowania

5/5 - (2 votes)

Do pozytywnych zmian, jakie zaszły w naszej rzeczywistości finansowej, należy niewątpliwie ustabilizowanie rynku leasingowego. Kwestia leasingu została jednak uregulowana dopiero w październiku 2000 roku, kiedy to w Kodeksie Cywilnym znalazł się zapis o leasingu, a w ślad za tym uregulowano przepisy podatkowe. Stało się to po dziewięciu latach funkcjonowania umów leasingowych w Polsce.

W ciągu minionej dekady, w wyniku przejęcia większości polskich banków przez kapitał prywatny, w sektorze finansowym zaszły duże zmiany. Banki przekształciły się z instytucji państwowych służących do wspierania czy też dofinansowania potrzeb danego rządu w typowe przedsiębiorstwa, które mają na celu wypracowywanie jak największego zysku dla ich właścicieli. Aktualnym tego przykładem jest sprawa Stoczni Szczecińskiej, gdzie banki, pomimo nacisków ze strony rządu, wytrwały na swoim stanowisku, kierując się chłodną kalkulacją ekonomiczną. Ma to swoje przełożenie również na nas, tj. klientów instytucji finansowych. Obecnie lokaty w obligacje państwowe okazują się dla banków często bardziej opłacalne niż udzielanie kredytów firmom. Powodów tego stanu rzeczy jest kilka – nie tylko wysokie oprocentowanie, ale również inne czynniki ekonomiczne, takie jak ryzyko braku wypłacalności przez kredytobiorcę czy brak stabilności gospodarczej na rynku, co w przypadku obligacji państwowych nie występuje. W związku z tym wszelkie wymogi formalne w stosunku do kredytobiorców stały się ostrzejsze. Odczuwają to zwłaszcza firmy, które należą do branż o szczególnym ryzyku upadłości oraz te, którym pogorszył się ostatnio wynik finansowy.

W tej sytuacji, coraz więcej przedsiębiorców zwraca się ku alternatywnym metodom finansowania, takim jak leasing i kredyt. Leasing stał się popularnym narzędziem, które pozwala firmom na pozyskanie środków na rozwój, bez konieczności angażowania dużych nakładów własnych. Działa to na zasadzie wynajmu przedmiotów (takich jak maszyny, samochody czy nieruchomości) na określony czas, z możliwością wykupu na koniec okresu leasingowego. Leasing jest szczególnie atrakcyjny dla firm, które nie dysponują wystarczającymi środkami na zakup nowego sprzętu, a jednocześnie potrzebują go do prowadzenia swojej działalności. Co istotne, leasing daje także możliwość odliczania kosztów leasingu od podatku dochodowego, co stanowi dodatkową zachętę dla przedsiębiorców.

Z kolei kredyt bankowy, choć nadal powszechnie stosowany, stał się mniej dostępny, szczególnie dla firm o niestabilnej sytuacji finansowej. Wymogi dotyczące zdolności kredytowej stały się bardziej restrykcyjne, a proces ubiegania się o kredyt wymaga przedstawienia szczegółowych dokumentów finansowych, prognoz oraz planów biznesowych. Pomimo tego, kredyt wciąż pozostaje atrakcyjną metodą finansowania, szczególnie dla firm, które potrzebują dużych kwot na inwestycje długoterminowe. Kredyt daje przedsiębiorcy pełną kontrolę nad nabytym majątkiem, a w przypadku kredytów inwestycyjnych, często oferowane są korzystniejsze warunki spłaty w porównaniu do innych źródeł finansowania.

Zarówno leasing, jak i kredyt mają swoje wady i zalety, jednak w obliczu rosnącej konkurencji oraz zaostrzonych warunków kredytowych, przedsiębiorcy coraz częściej poszukują rozwiązań, które będą dostosowane do ich indywidualnych potrzeb i możliwości. Leasing stanowi świetną alternatywę dla firm, które nie chcą lub nie mogą ponosić pełnych kosztów zakupu, natomiast kredyt bankowy wciąż pozostaje nieocenionym źródłem finansowania dużych inwestycji. Wybór odpowiedniej metody zależy od wielu czynników, w tym od rodzaju działalności, jej rozwoju, a także od aktualnej sytuacji finansowej firmy.

Gotówka z leasingu

Jednym ze sposobów, aby uzyskać w takich przypadkach środki finansowe, jest tzw. leasing zwrotny. Jego specyfika polega na możliwości odsprzedaży posiadanego przez nas środka trwałego firmie leasingowej. Istotą jest to, że otrzymujemy od firmy leasingowej pieniądze za nasz przedmiot (maszynę, samochód, linię produkcyjną itp.), a następnie na podstawie odrębnej umowy leasingujemy go od niej, spłacając jego wartość w formie czynszów leasingowych. Głównym czynnikiem decydującym o wyborze tej formy leasingu jest zwykle potrzeba błyskawicznego uzyskania środków finansowych oraz często łagodniejsza niż w przypadku kredytu ocena zdolności do spłaty zaciągniętego zobowiązania.

Wadą tego leasingu jest to, że wartość sprzedawanego do firmy leasingowej przedmiotu pomniejszona o pierwszą wpłatę (w przypadku leasingu operacyjnego) stanowić będzie dla nas jednorazowy przychód i należy wziąć pod uwagę, że fiskus może nam zabrać tak potrzebne w danym momencie środki finansowe. Opłacalność operacji będzie zależała od tego, w jakim progu podatkowym znajduje się firma oraz jaką stawkę amortyzacji stosowała na sprzedawany przedmiot. Jeśli wybrała przyspieszoną, będzie trzeba podzielić się z fiskusem tym, co do tej pory zostało zaoszczędzone.

Niestety w praktyce dla małych i średnich firm nie istnieje w naszym kraju leasing nieruchomości, chociaż teoretycznie w swojej ofercie ma go każda firma leasingowa. Powodem takiego stanu rzeczy jest przede wszystkim nieuregulowany rynek obrotu nieruchomościami w Polsce oraz fakt, że większość firm finansowych, w tym również firmy leasingowe, jest w posiadaniu kapitału zagranicznego. Taki stan rzeczy powoduje, że aby firma leasingowa mogła nabyć nieruchomość, musi uzyskać odpowiednie zezwolenia w ministerstwie. Konieczne stają się długotrwałe, ciągnące się minimum 3 miesiące procedury (ich długość zależy od operatywności prawników w firmie leasingowej oraz stanu prawnego nieruchomości) i skomplikowane procedury. Odbija się to rykoszetem na klientach i powoduje, że firmy leasingowe stawiają duże wymagania co do wartości nieruchomości (niektóre rozpoczynają negocjacje tylko przy wartości przedmiotu leasingu powyżej 100 mln zł).

Pojawiają się także wymagania co do lokalizacji (najlepiej duże miasta: Warszawa, Kraków, itp.) oraz rodzaju – sytuacja wygląda najlepiej, jeśli jest to biurowiec lub hala pod sklep o dużej powierzchni. Leasing nieruchomości jest doskonałym rozwiązaniem w połączeniu z leasingiem zwrotnym. Uzyskane od firmy leasingowej duże środki finansowe pozwalają na inwestycje w inne, bardziej ryzykowne przedsięwzięcia. W przypadku biurowca jest to najbardziej widoczne. Możemy np. czynsze leasingowe pokrywać z bieżących wpływów z tytułu najmu, a uwolniony kapitał powtórnie zainwestować.

Leasing nieruchomości w połączeniu z leasingiem zwrotnym daje firmom dużą elastyczność finansową, ponieważ umożliwia inwestowanie w rozwój, nawet w przypadku ograniczonych środków własnych. Dodatkowo, leasing nieruchomości pozwala na utrzymanie kontroli nad wynajmowaną nieruchomością, przy jednoczesnym pozyskaniu środków na inne inwestycje. Jednakże, ta forma finansowania wiąże się z dodatkowymi obowiązkami i ryzykami, takimi jak wzrost stawek czynszów leasingowych, zmiany na rynku nieruchomości czy wahania wartości rynkowej nieruchomości. Ponadto, korzystanie z leasingu nieruchomości wymaga od przedsiębiorców odpowiedzialności za długoterminowe zobowiązania, które mogą sięgać nawet kilkunastu lat.

Leasing zwrotny i leasing nieruchomości są interesującymi metodami finansowania, które mogą przynieść korzyści w odpowiednich warunkach. Należy jednak starannie przeanalizować warunki umowy, ryzyko oraz możliwości inwestycyjne, aby wybrać najkorzystniejszą opcję w kontekście potrzeb i celów firmy.

Lepiej późno niż wcale

Do pozytywnych zmian, które miały miejsce w polskiej rzeczywistości finansowej, należy niewątpliwie ustabilizowanie rynku leasingowego. Dzięki skodyfikowaniu zasad zawierania umów leasingowych oraz jasnemu sprecyzowaniu przepisów podatkowych dotyczących leasingu, polski rynek otworzył się na międzynarodowe firmy leasingowe. W większości z nich głównym udziałowcem są banki, dlatego też nie powinno nas dziwić, że sposób obsługi i weryfikacji klienta w firmach leasingowych często przypomina procedury bankowe.

Założenie przez banki własnych firm leasingowych miało także swoje konsekwencje w postaci upadku wielu polskich prywatnych firm leasingowych, które okazały się zbyt słabe kapitałowo, by konkurować z bankowymi spółkami leasingowymi. W wyniku tego wielu klientów straciło zaufanie do leasingu jako formy finansowania. Do tej sytuacji przyczyniły się także częste kontrole Urzędów Skarbowych, które miały na celu zapobieganie nadużyciom związanym z brakiem jednoznacznych przepisów podatkowych. W przeszłości firmy leasingowe wykorzystywały luki w prawie, szybko zaliczając w koszty zakupy inwestycyjne, co wywoływało kontrowersje i poddawane było kontroli skarbowej. Przepisy dotyczące leasingu zostały ostatecznie uregulowane w Polsce dopiero w październiku 2000 roku, kiedy to Kodeks Cywilny został zmieniony, wprowadzając zapisy o leasingu, a wraz z tym zaktualizowane zostały także przepisy podatkowe. Wszystko to miało miejsce po dziewięciu latach funkcjonowania umów leasingowych w Polsce, co stanowiło ważny krok w kierunku uporządkowania tego rynku.

Szybciej, bo prościej

Zaletą wszystkich odmian leasingu, szczególnie cenioną przez klientów, jest duża dostępność w porównaniu z kredytami bankowymi. Procedury związane z leasingiem są uproszczone, co oznacza brak konieczności dostarczania zaświadczeń o dochodach czy wykazywania zysków, co znacząco przyspiesza proces. Ponadto, leasing pozwala na szybsze sfinalizowanie inwestycji. W zależności od wielkości inwestycji oraz rodzaju urządzenia, proces może być zakończony w krótkim czasie – w przypadku zakupu samochodu często już po jednym dniu od podpisania umowy leasingowej klient otrzymuje klucze do pojazdu.

Dodatkowo, leasing oferuje atrakcyjne zniżki cenowe, które są szczególnie kuszące dla klientów. Firmy leasingowe negocjują dla wybranych marek samochodów osobowych i ciężarowych zniżki, które mogą wynosić nawet kilkanaście procent wartości pojazdu. W przypadku maszyn i urządzeń zniżki te mogą być jeszcze większe, chociaż w obliczu recesji i obniżonych marż dostawcy są coraz mniej skłonni do ujawniania takich informacji. Stała współpraca z brokerami ubezpieczeniowymi lub bezpośrednio z firmami ubezpieczeniowymi pozwala firmom leasingowym oferować korzystne pakiety ubezpieczeniowe. Dodatkowym atutem leasingu jest możliwość rozłożenia opłat za ubezpieczenie na raty leasingowe, co ułatwia zarządzanie finansami.

W porównaniu do kredytu bankowego, leasing ma także inne zalety – zazwyczaj nie wiąże się z opłatami za rozpatrzenie wniosku ani za samo przyznanie leasingu, co znacząco zmniejsza koszty transakcyjne. Prowizje są pobierane jedynie przez nieliczne firmy leasingowe, co czyni tę formę finansowania jeszcze bardziej atrakcyjną.

Elastyczność zwrotu

Leasing oferuje dużą elastyczność, pozwalając na dostosowanie harmonogramu spłat rat do indywidualnych potrzeb firmy. Dzięki temu przedsiębiorcy mogą dostosować terminy spłat do sezonowości w działalności. W okresach słabszej sprzedaży możliwe jest ustalenie niższych rat, a w czasie większych dochodów raty mogą zostać zwiększone. Taka elastyczność w harmonogramie pozwala na lepsze zarządzanie płynnością finansową firmy. W przypadku leasingu operacyjnego, taka strategia ma również wpływ na politykę podatkową – płacąc wyższe raty w okresach wysokich dochodów, przedsiębiorca może obniżyć swój dochód podatkowy, co pozwala na efektywne zarządzanie zobowiązaniami.

Dodatkową przewagą leasingu nad kredytem bankowym jest lepsze przygotowanie firm leasingowych do finansowania inwestycji zagranicznych. W przypadku kredytu bankowego pojawia się problem zabezpieczenia kredytu przed dokonaniem płatności za granicą oraz dostarczeniem urządzenia do kraju. Często pojawiają się także trudności w przypadku dużych przedpłat, które są wymagane na kilka miesięcy przed dostawą. Natomiast w przypadku leasingu proces wygląda inaczej – powstaje trójstronna umowa o finansowaniu i dostawie urządzenia, która obejmuje zarówno dostawcę, odbiorcę, jak i firmę leasingową. To firma leasingowa bierze na siebie odpowiedzialność za zapłatę dostawcy, co może ułatwić negocjacje dotyczące zasad płatności. Dzięki temu przedsiębiorcy mogą uniknąć ryzyka związanego z międzynarodową transakcją.

Leasing ma również przewagę w kwestii udziału własnego. W tradycyjnych kredytach bankowych wymagany jest zazwyczaj wysoki udział własny, który wynosi od 20% do 30% wartości inwestycji, niezależnie od kondycji finansowej klienta. W przypadku leasingu, przedsiębiorcy o dobrej sytuacji finansowej mogą liczyć na znacznie niższy udział własny – może on wynosić zaledwie 5%. To sprawia, że leasing jest atrakcyjną opcją, szczególnie dla firm, które nie dysponują dużym kapitałem własnym, ale chcą zainwestować w rozwój lub wymianę sprzętu.

Nowe możliwości

W Polsce nadal stosunkowo rzadko wykorzystywana jest opcja niewykupywania przedmiotu leasingu, choć jest to rozwiązanie coraz częściej doceniane przez przedsiębiorców. Szczególnie w przypadku przedmiotów, które ulegają szybkiemu zużyciu technologicznemu, jak na przykład komputery czy urządzenia elektroniczne, taka opcja może okazać się bardzo korzystna. W takim przypadku po zakończeniu umowy leasingowej przedsiębiorca nie musi martwić się o sprzedaż używanego sprzętu, który może być już przestarzały technologicznie i trudny do odsprzedania.

Dzięki tej opcji przedsiębiorcy mogą unikać problemów związanych z późniejszym zbyciem przedmiotów, które straciły na wartości lub stały się mniej atrakcyjne na rynku wtórnym. Wiele firm dostrzega korzyści związane z brakiem konieczności sprzedaży czy wykupu sprzętu, zwłaszcza jeśli jego wartość spada w wyniku szybkiego rozwoju technologii.

Coraz częściej w Polsce pojawiają się także firmy oferujące leasing flotowy, szczególnie dla pojazdów. W ramach tego leasingu klient otrzymuje zestaw samochodów, a w ratach leasingowych zawierają się wszystkie opłaty związane z eksploatacją, takie jak serwisowanie, wymiana opon czy ubezpieczenie. Po zakończeniu umowy klient nie jest zobowiązany do wykupu pojazdów, co daje mu większą elastyczność. Takie rozwiązanie jest szczególnie atrakcyjne dla firm, które potrzebują samochodów do celów służbowych, ale nie chcą ponosić kosztów związanych z ich późniejszym zbyciem lub utrzymaniem na dłużej.

Czy leasing ma wady?

Wadą leasingu, która może być zauważona przez przedsiębiorców, jest nieznacznie wyższy koszt finansowy w porównaniu do kredytu, jeśli porównujemy tylko same odsetki. Choć leasing może oferować korzyści podatkowe i inne przewagi, to jego całkowity koszt w ujęciu odsetkowym może być nieco wyższy niż kredyt bankowy. Ponadto, różnica w procedurze windykacyjnej stanowi istotną kwestię. W przypadku opóźnienia w spłacie leasingu firma leasingowa, jako właściciel przedmiotu, ma prawo do natychmiastowego podjęcia działań, łącznie z jego odbiorem. W wielu przypadkach firmy leasingowe dysponują wyspecjalizowanymi grupami windykacyjnymi, które potrafią odebrać przedmiot leasingu błyskawicznie, np. w przypadku samochodów, dosłownie na ulicy. Dla porównania, banki, choć mają również prawo do egzekwowania należności, zwykle stosują bardziej złożoną procedurę, która wymaga dłuższych negocjacji i rozwiązań ugodowych.

Kolejną kwestią jest to, że w przypadku odebrania przedmiotu leasingu przez firmę leasingową tracimy wszystkie dotychczasowe wpłaty. W przypadku kredytu, po zajęciu przedmiotu przez bank, istnieje możliwość znalezienia nabywcy i sprzedaży przedmiotu, aby spłacić zobowiązanie. Wówczas nadwyżka ze sprzedaży może zostać w rękach kredytobiorcy. Dla przedsiębiorców, którzy decydują się na leasing, jest to istotna kwestia do rozważenia przy planowaniu finansów firmy.

Mimo tych wad, warto zauważyć, że leasing staje się coraz bardziej popularnym rozwiązaniem finansowym, zwłaszcza w krajach zachodnioeuropejskich, gdzie około 35% inwestycji jest finansowanych za pomocą leasingu. W Polsce odsetek ten wynosi około 15%, ale rynek leasingowy dynamicznie rośnie. Zmieniające się podejście do elastyczności finansowej, prostoty procedur oraz szybszego dostępu do środków finansowych sprzyjają rozwojowi tego sektora. Równocześnie na rynku kredytów pojawiają się produkty, które oferują większą swobodę w spłacie oraz mniej skomplikowane zasady, co może sprawić, że kredyty również będą bardziej atrakcyjne dla przedsiębiorców szukających wygodniejszych rozwiązań.

Zarządzanie ryzykiem kluczem do stabilizacji pozycji każdej firmy na rynku

5/5 - (4 votes)

I. Zarządzanie ryzykiem

Zarządzanie ryzykiem stało się kluczowym czynnikiem konkurencyjności i rozwoju przedsiębiorstw. Globalizacja rynków, postęp technologiczny – zwłaszcza w obszarze technologii informacyjnych – oraz zacieranie się granic państwowych zwiększyły intensywność konkurencji i uwypukliły znaczenie ryzyka, wynikającego z rosnącej niepewności rynkowej.

Współczesne warunki gospodarcze umożliwiły identyfikację różnych rodzajów ryzyka i ich wzajemnych zależności. Zacieranie granic między rynkami finansowymi a innymi obszarami gospodarki sprawiło, że różnice między typami ryzyka uległy rozmyciu. Opis i klasyfikacja ryzyk stały się trudniejsze, a ich przypisywanie do konkretnych sektorów coraz mniej precyzyjne. Elementy ryzyka charakterystyczne dla jednego sektora, np. kredytowego w bankowości, wpływają także na inne obszary działalności, jak przemysł. Zarządzanie ryzykiem, takim jak kredytowe, rynkowe czy płynności, wymaga od przedsiębiorstw kompetencji i metod porównywalnych do tych stosowanych w instytucjach finansowych.

W ostatnich latach nastąpił dynamiczny rozwój technik finansowych i innowacji służących kontroli ryzyka. Banki oraz inne instytucje finansowe, pod presją regulacji i wymogów kapitałowych, wypracowały zaawansowane modele pomiaru oraz zintegrowane systemy zarządzania ryzykiem. Obecnie takie podejście jest standardem również w przedsiębiorstwach spoza sektora finansowego. Ocena wiarygodności kredytowej, istotna dla każdej firmy pragnącej utrzymać konkurencyjność, opiera się na kryteriach podobnych do tych stosowanych przez agencje ratingowe i regulatorów rynków finansowych. Zintegrowane zarządzanie ryzykiem zyskuje na znaczeniu w kontekście maksymalizacji wartości dla akcjonariuszy (Shareholder Value), wymagając optymalizacji ryzyka w relacji do oczekiwanego zwrotu.

Współczesne zarządzanie ryzykiem skupia się nie na jego eliminacji, ale na świadomym podejmowaniu ryzyka, które jest poddawane ocenie i wycenie. W dobrze zarządzanych firmach ryzyko operacyjne podlega maksymalnemu ograniczeniu, natomiast głównym źródłem zysków jest ryzyko związane z podstawową działalnością firmy (np. kredytowe w banku, biznesowe u producenta). Niemniej, zarządzanie wszystkimi rodzajami ryzyka pozostaje obowiązkiem każdej organizacji.

Zarządzanie ryzykiem nie oznacza jego unikania, lecz efektywne szacowanie i zapewnienie odpowiedniego zwrotu względem jego poziomu. W niektórych przypadkach może się jednak okazać, że działalność obciążona ryzykiem przynosi zbyt niski dochód w stosunku do wielkości kapitału potrzebnego na jego pokrycie.

II. Ryzyko związane z ograniczoną przewidywalnością

Ryzyko jest nieodłącznie związane z ograniczoną przewidywalnością oraz możliwością poniesienia strat. Straty te mogą przybierać formę rzeczywistych ubytków finansowych lub braku realizacji oczekiwanych korzyści. Współczesne podejście do zarządzania ryzykiem opiera się na solidnych podstawach teoretycznych i praktycznych, umożliwiających zarówno pomiar różnych rodzajów ryzyka, jak i ich zintegrowaną kontrolę. Jednym z najczęściej stosowanych narzędzi jest VaR (Value at Risk). Choć zarządzanie ryzykiem niesie ze sobą wiele korzyści, należy uwzględnić jego ograniczenia wynikające z czynników obiektywnych i subiektywnych:

  1. Zależność od danych historycznych
    Zarządzanie ryzykiem opiera się na analizie przeszłych zdarzeń w celu przewidywania przyszłości. Kluczowe jest więc gromadzenie szerokiego zakresu dokładnych danych historycznych oraz ich efektywne przetwarzanie. Niestety, dynamicznie zmieniający się rynek oraz stosunkowo krótka historia gospodarcza w Polsce stanowią znaczące wyzwania. Dodatkowo wiele firm nie dysponuje odpowiednim poziomem organizacji i technologii informatycznych, które umożliwiałyby systematyczne zbieranie i analizę danych. Dlatego konieczne są szybkie działania w tym zakresie.
  2. Ograniczenia organizacyjne i psychologiczne
    Podejście do zarządzania biznesem w kontekście ryzyka zyskuje popularność na świecie, czego przykładem jest działalność Światowego Stowarzyszenia Menedżerów Zarządzania Ryzykiem (GARP). Powstało ono w 1996 roku i zrzesza blisko 10 tys. członków. W Polsce oddział GARP działa dynamicznie, jednak zarządzanie ryzykiem nie zawsze znajduje zrozumienie wśród najwyższej kadry kierowniczej. Przyczyną jest m.in. konieczność ponoszenia inwestycji, reorganizacji działalności oraz ograniczeń wynikających z wdrożenia tej metodologii. Paradoksalnie, odpowiednie zarządzanie ryzykiem może pozwolić na kontrolowane zwiększenie jego poziomu, co z kolei prowadzi do dodatkowych zysków. Jednak świadomość tych korzyści wciąż jest niewystarczająca, a bariery psychologiczne oraz organizacyjne pozostają znaczącymi przeszkodami.

Porównania związane z ryzykiem i płynnością finansową:

  • Ryzyko cenowe: Brak płynności przypomina sytuację osoby stojącej na torach przed nadjeżdżającym pociągiem – widzi zagrożenie, ale nie ma czasu na reakcję.
  • Planowanie awaryjne: Przygotowania finansowe na wypadek nieprzewidzianych okoliczności są jak ćwiczenia przeciwpożarowe – poważne podejście jest niezbędne, by osiągnąć skuteczność.
  • Codzienna płynność: Jest ważniejsza od dochodów, ponieważ brak płynności może prowadzić do zakończenia działalności firmy.
  • Koszt płynności: Płynność ma swoją cenę, lecz jej brak może być znacznie bardziej kosztowny – w skrajnych przypadkach oznacza koniec funkcjonowania firmy.
  • Korzystanie z płynności: Po płynność na rynku warto sięgać, gdy warunki są sprzyjające, a nie w sytuacji przymusu.

III. Zainteresowanie zarządzaniem ryzykiem

Rosnące zainteresowanie zarządzaniem ryzykiem wynika w dużej mierze z głośnych przypadków strat i upadków przedsiębiorstw, szeroko analizowanych w mediach branżowych. Mimo rozwoju teorii i zwiększonej uwagi praktyków, nawet doświadczeni inwestorzy i firmy nadal ponoszą nieoczekiwane i niszczące straty. Przykłady takie jak bank Barings, firma Metallgesellschaft czy fundusz Long-Term Capital Management pokazują, że straty liczone w miliardach dolarów były wynikiem niedostosowania technik zarządzania ryzykiem do rodzaju i skali zagrożeń. W takich przypadkach często zawodzi zarządzanie ryzykiem operacyjnym, zwanym ryzykiem ludzi i maszyn. Dotyczy ono odstępstw od norm i niezawodności procedur oraz procesów.

Ryzyko operacyjne dotyka każdej organizacji, a jego szczególna odmiana wymaga szczególnej uwagi i wiedzy. Jest to ryzyko związane z wykorzystywaniem zaawansowanych, wzajemnie powiązanych systemów informatycznych. Może ono wynikać z niedostosowania oprogramowania do działalności firmy, usterek technicznych, błędów ludzkich, świadomych działań destrukcyjnych, niedostatecznych procedur bezpieczeństwa czy awarii.

Rozwiązaniem dla tych wyzwań jest wdrożenie nowoczesnego audytu wewnętrznego oraz skutecznej kontroli w organizacji. Zarządzanie ryzykiem nie może funkcjonować bez przypisania odpowiedniego znaczenia profesjonalnemu audytowi wewnętrznemu.


Wartościowe spostrzeżenia dotyczące kontroli wewnętrznej:

  • Znaczenie audytu: Sprawny audyt i skuteczna kontrola wewnętrzna budują reputację firmy i zwiększają jej wartość w oczach akcjonariuszy.
  • Koszty kontroli: Oszczędzanie na wydatkach na kontrolę wewnętrzną może prowadzić do nieodwracalnych strat. Firmy dotknięte skutkami słabej kontroli chętnie zainwestowałyby znacznie więcej, by uniknąć negatywnych konsekwencji.
  • Brak wyjątków: Mechanizmy kontroli wewnętrznej muszą obowiązywać każdego w organizacji, bez względu na stanowisko czy relacje osobiste. Zasada „żadnych wyjątków” powinna być fundamentem działania firmy.

Wpływ podatku progresywnego na podatników

5/5 - (2 votes)

Omawiając wpływ podatku progresywnego na podatników należy również zwrócić uwagę na tzw. „teorię malejącej użyteczności krańcowej dochodów” oraz „teorię zdolności płatniczej”, którym to warto się przyjrzeć bliżej.

Zdaniem zwolenników teorii malejącej użyteczności krańcowej wraz ze wzrostem dochodu jego użyteczność maleje bardziej, niż wzrasta jego wysokość w myśl zasady, że „dla człowieka, który ma większy stosunkowo dochód, pieniądz ma mniejsza wartość”[1]. Jej podstawą jest klasyczna koncepcja użyteczności oparta na dwóch założeniach:

  1. użyteczność rośnie wraz ze wzlotem dochodu;
  2. użyteczność krańcowa maleje wraz ze wzrostem dochodu[2].

Jeżeli pierwsze założenie jest dosyć oczywiste, gdyż, przy innych zmiennych takich samych, każdy woli mieć więcej niż mniej, to drugie wymaga bardziej szczegółowego uzasadnienia. Malejąca krańcowa użyteczność oznacza, iż satysfakcja z czerpania dodatkowej jednostki dochodu jest tym mniejsza, im wyższy jest ten dochód. Zatem zabranie części dochodu osobie bogatszej dostarczenie jej osobnie biedniejszej powinno powodować większy wzrost użyteczności u osoby biedniejszej niż stratę u osoby bogatszej[3].

Najczęściej uzasadnia się tę teorię przykładem odnoszącym się do potrzeb najbardziej intensywnych. Podatnik o najniższym dochodzie, przeznacza w całości ten dochód na zaspokojenie podstawowych potrzeb żywnościowych, ubraniowych i mieszkaniowych. Dotkliwiej odczuwa on zwiększenie podatku o jednej punkt procentowy, niż podatnik, który na żywotność wydaje tylko ułamek swojego dochodu, przeznaczając pozostałe jego części na konsumpcję towarów luksusowych i zwiększanie oszczędność. Zwolennicy progresji podatkowej operują przykładem, który, po pierwsze, może być prawdziwy jedynie w odniesieniu do rzeczywiście najuboższych warstw społeczeństwa, które oni sami przecież najpierw opodatkowali, a po drugie, tylko w przypadku zwiększania podatków, a nie ich zmniejszania. Teoria malejącej użyteczności krańcowej może więc równie dobrze działać na odwrót[4].

Skoro dla zamożnych, po przekroczeniu pewnego poziomu dalszy jego wzrost ma mniejsze znaczenie, to dla osób biednych dodatkowy dochód, nawet w mniejszej wysokości bezwzględnej, powinien mieć większe znaczenie i większą wartość relatywna. Jeżeli zatem zmniejszenie podatku o taki sam procent dla ubogich i bogatych oznaczać ma, jak to dramatycznie podkreślają zwolennicy progresji podatkowej, większą wysokość zysku w liczbach bezwzględnych dla bogatych, to przecież dla osób biednych te mniejsze zyski bezwzględne mają większa wartość w stosunku do ich zdolności konsumpcyjnej. Nie wiedzieć czemu ta druga strona „medalu” nie jest w ogóle brana pod uwagę w dyskusjach podatkowych przez zwolenników teorii malejącej użyteczności krańcowej. Pewnie dlatego, że gdy patrzymy od drugiej strony, widzimy rosnąca użyteczność dochodów [5].

Artur Gawiński zwrócił dodatkowo uwagę, że w gruncie rzeczy nie ma potrzeby polemizować ze zwolennikami progresywnego opodatkowania, powołującymi się na teorie malejącej krańcowej. Jego zdaniem „uzasadnienie progresji malejącą krańcową użytecznością jest błędne od strony teorii ekonomii. Malejąca krańcowa użyteczność jest warunkiem za słabym, aby można było wysnuwać o systemie podatkowym. Potrzebne są dalsze założenia, w dużej mierze niemierzalne i nieintuicyjne. Generalnie rzecz biorąc, malejąca krańcowa użyteczność może co najwyżej przemawiać za ogólną zasadą, że bogatszy powinien płacić więcej w wartościach absolutnych. Nie można z niej natomiast wysnuć wniosku, czy na przykład proporcjonalny podatek, za słabo, obciąża bogatsze osoby

Inna koncepcja na rzecz progresji podatkowej jest teoria „zdolności płatniczej obywateli”, która jest łączona z teorią „równej ofiary” autorstwa J.S. Milla. Zgodnie z tą teorią na wysokość zobowiązań podatkowych nie mogą mieć wpływu osobiste korzyści zobowiązań podatkowych podatnika, lecz jego zdolność do ponoszenia finansowego ciężaru utrzymania państwa. W praktyce oznacza to, że radzący, nakładając podatki, mogą kierować się prosta dyrektywą: zedrzeć z obywateli, ile się, byle nie doszło do rewolucji. W związku z tym, podwyższanie o kilka procent stawki podatkowej dla niewielkiego procentu obywateli jest dla państwa bezpieczne, nie grozi bowiem rewolucja. Grozi jednak zastojem ekonomicznym, o czym przekonało się wiele państw w latach 70. Postępu gospodarczego nie tworzą bowiem ani politycy, ani emeryci, ani pracownicy deficytowych branż i zakładów, lecz przedsiębiorcy i menedżerowie. System podatkowy musi więc być tak skonstruowany, aby „chciało im się chcąc”. Nie może tłumić ich kreatywności, zniechęcać do ciężkiej pracy, która nie przynosi efektów proporcjonalnych do wzmożonego wysiłku, ani zmuszać ich do stosowania sztucznych zabiegów w celu zminimalizowania obciążeń podatkowych[6].

Warto również zwrócić uwagę na kształtowanie się postaw wobec płacenia podatków. Według przeprowadzonego badania przez ośrodek badań CBOS w 2016 roku, Polacy niezmiennie od lat w większości opowiadają się za progresywnym opodatkowaniem dochodów. Obecnie 66%, a więc dwie trzecie ankietowanych uważa, że osoby dużo zarabiające powinny płacić wyższy procent podatku od swoich dochodów niż te, które zarabiają mało. Prawie jedna czwarta ankietowanych, a więc 24% jest zdania, że wszyscy, niezależnie od tego, ile zarabiają, powinni płacić jednakowy procent podatku od swoich dochodów. Uwzględniając jednak dłuższą perspektywę można zauważyć, że w ciągu ostatniego dziesięciolecia przybyło zwolenników liniowego opodatkowania dochodów[7].

Na tle tego badania bardzo ciekawie jednak prezentują się wyniki badań przeprowadzonych przez Estymator w kwietniu 2003 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1000 osób. Na pytanie bezpośrednie, jaki system podatkowy jest najwłaściwszy 49,3% respondentów odpowiedziało, że progresywny, a 41,9%, że proporcjonalny[8].

Wykres 3: Jaki podatek od dochodów osobistych jest najwłaściwszy?

Źródło: R. Gwiazdowski, A nie mówiłem, dz. cyt., s. 209

Z kolei na zadanie pytanie o ile powinna być większa kwota podatku przy dwa razy wyższych dochodach, aż 73,3% respondentów odpowiedziało, że dwukrotnie, a tylko 1,4%, że trzykrotnie wyższa. Natomiast 26%, respondentów uznało zaś, że powinna być taka sama.

Wykres 4: Ile razy większa kwota podatku przy dwa razy większych dochodach?

Źródło: R. Gwiazdowski, A nie mówiłem, dz. cyt., s. 209

Natomiast na pytanie o ile powinna być większa kwota podatku przy trzy razy wyższych dochodach, 55,8%, respondentów odpowiedziało, że trzytonie, 14,9%, ze dwukolnie i tylko 1,4%, że czterokrotnie, 17%, respondentów uznało, że powinna to być kwota taka sama.

Wykres 5: Ile razy większa kwota podatku przy trzy razy większych dochodach?

Źródło: R. Gwiazdowski, A nie mówiłem, dz. cyt., s. 210

Przedstawione powyżej wyniki badań pokazują jednak, że pośrednio zdecydowana większość społeczeństwa opowiada się za proporcjonalnością opodatkowania. Wszystko zależy od tego jak skonstruujemy zadawane w badaniu pytane.

Podsumowując rozważania dotyczące progresywnego podatku dochodowego możemy stwierdzić, że do kręgu jego zwolenników można zaliczyć:

  • Zawsze aktualną kasę polityczną;
  • Populistów z każdej stromy sceny politycznej zabieganych o głosy wyborców za pomocą haseł ideologicznych sprzed stulecia;
  • Urzędników, dla których im bardziej skomplikowany jest system podatkowy, tym lepszy, gdyż daje im większe możliwości dowolnej interpretacji przepisów i podejmowania arbitralnych decyzji;
  • Loby wydawnicze żyjące w wydawania wciąż nowych książek o tych samych podatkach;
  • Doradców podatkowych, którzy co chwila przesiadują się z foteli ministerialnych na fotele doradców, a są potrzebni podatnikom nierozumiejącym obowiązujących przepisów;
  • Beneficjantów systemu ulg podatkowych, dla których wykorzystywane tych ulg jest jedyna rajcą bytu[9].

Jak pisał Frank Chodorov: „Podatek dochodowy i spadkowy napuszają własność prywatną i ty różnią się zasadniczo od wszystkich innych podatków. Rząd mówi obywatelowi mniej więcej tak: Twoje zarobki nie należą wyłącznie do Ciebie, mam do nich równe prawo, a nawet moje prawo ma pierwszeństwo przed Twoim; pozwolę ci zatrzymać część zarobków, ponieważ uznaję twoje potrzeby, ale nie twe prawa – do mnie tylko należy decyzja ile ci ich pozostawię”[10]. Nie ma w tym żadnej przesady, wystarczy przyjrzeć się zeznaniu, które składa się pod rygorem prawnym, a zobaczymy, że rząd arbitralnie uznaje wysokość dochodu, który ma na własne potrzeby, na potrzeby zawodowe, na utrzymanie rodziny, na wydatki medyczne itd. Po określeniu gestem szczodrości kwot wolnych od opodatkowania, rząd decyduje, jaki procent reszty wypracowanego dochodu może sobie zawłaszczyć. Kwota zarobków, którą może podatnik się cieszyć, zależy od potrzeb rządu i nie ma się tu nic do powiedzenia[11].

Ocena wpływu podatków na gospodarkę oraz zachowania podatnika nie jest jednoznaczna. Zasadniczo zależy od podejścia i szkoły reprezentowanej przez poszczególnych ekonomistów, polityków, czy socjologów. Progresywny podatek dochodowy jest pozytywnie oceniany jedynie w modelu keynesowskim. Zwolennicy interwencjonizmu akcentują znaczenie szkód do jakich może doprowadzić zmniejszenie dochodów podatkowych. Ograniczenie zakresu i/lub jakości oferowanych dóbr publicznych pogorsza warunki działania przedsiębiorców i pośrednio przyczynia się do spowolnienia rozwoju gospodarki narodowej. Z kolei według zwolenników szkoły liberalnej obniżenie podatków stymuluje wzrost gospodarczy, podbudza wzrost sprzedaży, produkcji, zatrudnienia oraz sprzyja pozytywnie na zachowania podatników[12].

Należy również pamiętać, że poszczególne podatki nawzajem na siebie oddziałują. Dlatego w zapale reformatorskim należy pamiętać o „teorii okrężnej przyczynowości”, której twórcą był Karl Gunnar Myrdal. Zgodnie z jej podstawowymi założeniami łańcuch przyczynowo-skutkowy różnych wydarzeń jest spięty w koło, co upodabnia go do cybernetycznych lub biologicznych modeli sprężeń zwrotnych, które powodują, że jakaś sytuacja lub zdarzenie mogą być zarazem przyczyną samych siebie. Taki układ okrężny nie może być istotnie zmieniony za pomocą punktowych reform jednoczynnikowych, których wprowadzenie może doprowadzić do kumulacji innych elementów negatywnych wpływających zwrotnie na siebie. Szansę na sukces ma tylko strategia polegająca na jedoczesnym lub przynajmniej skoordynowanym odziaływaniu na wszystkie elementy zamknięte w kole przyczyn. Taki charakter koła przyczyn ma system podatkowy, dlatego wszelkie zmiany dotyczące konstrukcji podatków, należy rozpatrywać w świetle całego systemu fiskalnego obowiązującego w danym kraju[13].


[1]  R. Rybarski, Nauka Skarbowości, Wolters Kluwer, Warszawa 2015, s. 165

[2]  R. Gwiazdowski, Podatek progresywny i proporcjonalny. Doktrynalne przesłanki, praktyczne konsekwencje, CAS, Warszawa, 2007, s. 343

[3]  Tamże

[4]  R. Gwiazdowski, Podatek progresywny i proporcjonalny…, dz. cyt., s. 343

[5]  Cyt. za: R. Gwiazdowski, Podatek progresywny i proporcjonalny., dz. cyt., s. 345

[6]  R. Gwiazdowski, A nie mówiłem, dz. cyt., s. 234

[7]  Badanie „Postawy wobec płacenia podatków”, CBOS, Warszawa, 2016

[8]  R. Gwiazdowski, A nie mówiłem, dz. cyt., s. 208

[9]  Tamże

[10] F. Chdorov, O szkodliwości podatku dochodowego, Fijorr Publishing, Warszawa 2005, s. 33

[11] Tamże

[12] E. Małecka-Ziembińska, Efektywność fiskalna podatku dochodowego od osób fizycznych w Polsce, Wydawnictwo Uniwersytetu Ekonomicznego z Poznaniu, Poznań 2012, s. 26

[13] R. Gwiazdowski, A nie mówiłem, dz. cyt., s. 240