Protokół ze sformułowania profesjonalnego sądu etycznego

5/5 - (1 vote)

1. OPIS FAKTU

W styczniu ubiegłego roku Prokuratura Wojewódzka w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko sześciu osobom zamieszanym w aferę FOZZ. Na ławie oskarżonych znaleźli się: Grzegorz Żemek – były dyrektor generalny funduszu, jego zastępczyni Janina Ch., Dariusz P. – prezes Universalu, Janusz S. – były wiceminister finansów oraz przewodniczący rady nadzorczej FOZZ, a także biznesmeni Krzysztof K. i Zbigniew O.

Biegli prokuratury ustalili, że działalność kierownictwa funduszu spowodowała straty wynoszące 128,8 mln USD, 8,2 mln marek niemieckich oraz 16,8 mln franków francuskich. Według ustaleń pieniądze te zostały przywłaszczone lub rozdysponowane niezgodnie z prawem na rzecz innych podmiotów gospodarczych.

Grzegorz Żemek został oskarżony o to, że w okresie od marca 1989 do lipca 1991 roku, pełniąc funkcję dyrektora generalnego FOZZ, przywłaszczył równowartość ponad 12,8 mln zł (wg kursu z 1990 r.). Wśród licznych zarzutów wskazano m.in. wypłaty z kwot przeznaczonych na wykup długu polskiego, przekazanych do firmy Gesellschaft Finanz-Vermittlung GmbH w Düsseldorfie, należącej do Osefa Tkaczicka. Z pieniędzy tych, według prokuratury, Żemek finansował:

• zakup mebli i stolarki do swojego prywatnego domu (ok. 180 tys. DEM),
• zakup mieszkania dla Janiny Ch. (20 tys. USD),
• dwukrotne wypłaty po 100 tys. DEM dla Józefa J.,
• wypłaty 230 tys. USD i 20 tys. DEM dla Ireny E.,
• przelew 95 tys. USD i 30 tys. DEM na własną rzecz,
• zakup trzech samochodów Ford Sierra (łącznie ok. 84 tys. DEM) – wspólnie z Krzysztofem K.,
• wypłaty na rzecz Jeana P. (30 tys. USD i 50 tys. DEM), m.in. na wyposażenie biura w Luksemburgu.

Prokuratura zarzuciła mu również kierowanie przelewów milionów dolarów na konta prywatnych spółek w Polsce i za granicą, niezwiązanych z realizacją zadań FOZZ. W ten sposób finansowano m.in. Spółdzielnię Budowlano-Mieszkaniową „Związkowiec”, w której Żemek był członkiem rady nadzorczej, firmę Beepol Aruba, której był prezesem, oraz firmę Beepol, kierowaną przez jego żonę.

Kolejny zarzut dotyczył wprowadzenia w błąd firmy DLF Finance Ltd w Nowym Jorku 15 lutego 1991 r., już po odwołaniu Żemka i Janiny Ch. ze stanowisk. Oboje podawali się za przedstawicieli FOZZ, w wyniku czego Żemek nakazał przelanie 1,25 mln USD na rzecz korporacji Reinold Holding AVV na Arubie, gdzie pełnił funkcję dyrektora. Jednocześnie zwolnił firmę DLF z zobowiązań wobec FOZZ.

Ponadto Żemek, Janina Ch. i Dariusz P. zaciągnęli kredyt dewizowy w wysokości 503 tys. USD w Royal Bank of Scotland na Wyspie Guernsey. Kredyt zabezpieczono środkami FOZZ zdeponowanymi w tym banku. Pieniądze wykorzystano do utworzenia spółki Trast Ltd w Warszawie. Ponieważ kredyt nie został spłacony, bank przejął środki FOZZ.

Żemek został aresztowany 21 sierpnia 1991 roku, a zwolniono go 19 marca 1993 roku z powodu złego stanu zdrowia. Mimo że liczące 230 tomów akta afery FOZZ nadal czekają na rozpatrzenie w sądzie, Grzegorz Żemek kontynuuje prowadzenie działalności gospodarczej w wielu krajach.

Liczne firmy powiązane z Grzegorzem Żemkiem bez przeszkód prowadzą szeroką działalność: inwestują w nieruchomości, przejmują udziały w innych przedsiębiorstwach, skupują długi i handlują z Rosją. Od lutego 2000 roku oddział PKO BP w Stalowej Woli udzielił takim podmiotom kredytów opiewających łącznie na kilkadziesiąt milionów złotych. Mimo iż Żemek jest głównym oskarżonym w procesie dotyczącym Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego – największej afery finansowej III RP – bez większych trudności uzyskał finansowanie m.in. w PKO BP i Pekao SA. Jedna z powiązanych z nim firm przejęła również Zakłady Mięsne w Nisku.

Pod koniec 1999 roku Grzegorz Żemek odwiedził kilka dużych banków na Podkarpaciu. W oddziale PKO BP w Stalowej Woli uzyskał wysokie kredyty, które posłużyły firmie Kera Trading do wykupu długów Zakładów Mięsnych w Nisku, a następnie do przejęcia całego przedsiębiorstwa. Dwa miesiące później Żemek został przewodniczącym rady nadzorczej tego zakładu, powracając oficjalnie na stanowisko kierownicze dekadę po wybuchu afery FOZZ.

Załoga Niżańskich Zakładów Mięsnych od momentu przejęcia firmy przez Żemka nie otrzymała żadnego wynagrodzenia. 28 listopada pracownicy rozpoczęli bezterminowy strajk, spowodowany brakiem wypłat i odcięciem energii elektrycznej przez Rzeszowski Zakład Energetyczny z powodu nieopłaconych rachunków. Wcześniej wypompowano amoniak z instalacji chłodniczej, co spowodowało straty przekraczające pół miliona złotych i utwierdziło pracowników w przekonaniu o nieuchronnej upadłości zakładu. Negocjacje z zarządem nie przyniosły żadnego rezultatu.

2 grudnia 2000 roku zdesperowana załoga zablokowała samochody prezesa Ryszarda Cichego i jego współpracowników, którzy po nieudanych rozmowach zatankowali benzynę z firmowej stacji i próbowali odjechać, nie udzielając pracownikom żadnych informacji ani nadziei na rozwiązanie kryzysu. Po kilku godzinach na miejsce przybyła kolumna policyjna z Rzeszowa. Funkcjonariusze wyposażeni w hełmy, kamizelki kuloodporne, tarcze i pałki rozpędzili protestujących i utworzyli kordon, przez który prezes Cichy bez przeszkód odjechał do Warszawy jako pełnomocnik Grzegorza Żemka.

Pracownicy zakładu są przekonani, że prawo nie działa na ich korzyść. Czują się zupełnie bezsilni wobec osób zarządzających firmą, które – mimo że zakład od miesięcy nie prowadzi żadnej produkcji – zdołały nadal skutecznie wyprowadzać z niego znaczne środki finansowe. Ich rozpacz, brak wynagrodzeń i realna groźba utraty środków do życia wydają się bez znaczenia w starciu z wpływami osób, które potrafiły w kilka minut wymusić interwencję dyżurnego oficera operacyjnego Komendy Głównej Policji, gdy lokalna policja odmówiła ochrony prezesa wprowadzającego do zakładu prywatnych ochroniarzy.

Najbardziej zastanawiająca pozostaje całkowita bierność państwa, które wciąż posiada 16-procentowy pakiet akcji i tym samym pozostaje współwłaścicielem zakładu. Mimo utrwalania się skrajnie patologicznego modelu prywatyzacji, państwo nie reaguje na fakt, że dobrze prosperująca, renomowana firma została doprowadzona do ruiny. Nie podjęto żadnych działań ani ze strony nadzoru właścicielskiego, ani ze strony Najwyższej Izby Kontroli, choć złamane zostały liczne przepisy kodeksu karnego i handlowego, zwłaszcza te dotyczące odpowiedzialności zarządu i ochrony majątku spółki.

W nocy z 1 na 2 grudnia, podczas dramatycznej demonstracji załogi, jedynymi osobami spoza zakładu, które interesowały się sytuacją, byli nieliczni dziennikarze oraz burmistrz Peszek i komendant Lekan. Pojawiło się również kilku prywatnych przedsiębiorców, którzy — kierując się zwyczajną ludzką solidarnością — wsparli strajkujących pieczywem i, co brzmi gorzko symbolicznie, kaszanką.

Po emisji programu „Sprawa dla reportera” w telewizji zrozpaczona, pozbawiona środków do życia załoga otrzymała wiele sygnałów wsparcia z całej Polski oraz pewną, choć głównie symboliczną, pomoc finansową. Jak dotąd nie ma jednak informacji, by ktokolwiek planował zorganizowanie szerszej akcji zbiórki darów — pieniężnych lub rzeczowych — które pozwoliłyby pracownikom nie tylko przygotować się do nadchodzących świąt, lecz przede wszystkim przetrwać zimę.

2. ANALIZA SYTUACYJNA

Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, powołany w 1989 roku, miał zajmować się wykupem polskiego długu zagranicznego. Operacje FOZZ polegały m.in. na nabywaniu zadłużenia po cenie rynkowej poprzez podstawione firmy lub osoby. Po kontroli NIK przeprowadzonej w 1991 roku wszczęto śledztwo w sprawie licznych nadużyć. Ustalono, że działalność funduszu przyniosła państwu straty szacowane na około 354 mln zł.

Grzegorzowi Żemkowi prokuratura przypisała przywłaszczenie na szkodę FOZZ co najmniej 41,9 mln dolarów, 9,5 mln marek niemieckich, 125 tys. franków belgijskich oraz 12,9 mln ówczesnych złotych. Zarzucono mu nadużycie zaufania poprzez zawieranie niekorzystnych umów z firmami krajowymi i zagranicznymi, podejmowanie decyzji o spłacie cudzych zobowiązań ze środków FOZZ, przeprowadzanie operacji finansowych bez dokumentacji oraz udzielanie kredytów bez odpowiednich zabezpieczeń.

Oskarżenia nie powstrzymały jednak Żemka przed dalszym prowadzeniem interesów. Pod koniec 1999 roku pojawił się w oddziale PKO BP w Stalowej Woli, gdzie bez większych przeszkód uzyskał wysokie kredyty. Środki te trafiły do firmy Kera Trading, która wykorzystała je m.in. do wykupu długów Zakładów Mięsnych w Nisku, a następnie do przejęcia całej spółki. Sposób pozyskania kredytów budzi poważne wątpliwości – zabezpieczono je rzekomymi działkami z kopalinami, które okazały się bezwartościowe.

Do 10 sierpnia 1999 roku oddział banku w Stalowej Woli przyjął do dyskonta weksle firm związanych z Żemkiem na kwotę około 100 mln zł. Do 2 września spłacono jedynie 25 mln zł, natomiast pozostałe weksle nie zostały wykupione, a według banku nie spłacono kredytów o wartości ponad 40 mln zł. Tymczasem 60% akcji Zakładów Mięsnych w Nisku kosztowało 7,25 mln zł, zadłużenia zakładu nie uregulowano nawet w części, a pracownicy od wielu miesięcy nie otrzymywali wynagrodzeń. Trudno więc ustalić, gdzie trafiły pozostałe środki uzyskane dzięki kredytom, skoro koszty przejęcia firmy były stosunkowo niskie, a płace stanowią jedynie niewielki procent ogólnych kosztów działalności.

Załoga zakładów znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Pracownicy zmuszeni byli walczyć o resztki należnych im pensji. Ich propozycja ogłoszenia upadłości została odrzucona, choć w takiej sytuacji mieliby szansę odzyskać choć część należności. Dramatyczna sytuacja rodzin pracowników była znana opinii publicznej i przedstawiona m.in. w programie „Sprawa dla reportera”. Mimo to zarząd zakładu uchylał się od odpowiedzialności za działania, które doprowadziły ludzi do skrajnego ubóstwa.

W praktyce prawo okazało się bezradne wobec osób dopuszczających się nadużyć. Pomimo licznych zarzutów i aktów oskarżenia Żemek oraz jego współpracownicy mogli dalej swobodnie prowadzić swoje interesy, nie licząc się z konsekwencjami społecznymi. Pracownicy zostali pozostawieni sami sobie, zniszczeni materialnie i psychicznie, podczas gdy osoby odpowiedzialne za ten stan rzeczy bezkarnie ignorowały prawo i wszelkie normy etyczne.

3. ANALIZA ETYCZNA

Według „Dekalogu biznesmena” „bohater” tej sprawy złamał co najmniej cztery podstawowe normy moralne. Uczynił to z wielką łatwością i bez większych skrupułów. Warto jednak także poddać refleksji kwestię cichej zgody na taką działalność. Trudno inaczej nazwać sytuację, w której państwo, świadome przestępczych skłonności tej osoby, pozwala mu prowadzić podejrzaną działalność gospodarczą, narażając na olbrzymie straty Skarb Państwa, a pośrednio także wszystkich uczciwych podatników oczekujących sprawiedliwego rozdziału środków. Czy można nazwać uczciwym fakt, że doprowadził on do rozpaczy ludzi zależnych od niego wbrew własnej woli, którzy zawiedli się na państwie, oczekując uczciwej prywatyzacji, a większość z nich pracowała przez całe życie dla tej firmy?

Tak łatwo został zaprzepaszczony dorobek kilkudziesięciu lat działalności zakładu, a był on niebagatelny. Przede wszystkim marka firmy znana również za granicą, technologie produkcji chronione tajemnicą, a także uczciwi ludzie, którym odebrano wiarę, że w Polsce można godnie zarabiać i prowadzić stabilne życie.

Wracając do głównego bohatera, który przyczynił się do całego zamieszania (a może jedynie ukazał szarą, smutną rzeczywistość), nie sposób ukryć, że mamy do czynienia z wielkim oszustem. Dekalog biznesmena jasno mówi: „Nie oszukuj nikogo” – a on oszukał wszystkich. W wyrachowany i cyniczny sposób wykorzystał funkcję powierzona mu w zaufaniu i dobrej wierze. Czy jednak naprawdę był zaufany w dobrej wierze? A może to zaufanie należałoby traktować z przymrużeniem oka, gdyż sprawa może mieć szersze, nieoczywiste tło? Jeśli zakładamy, że funkcja dyrektora FOZZ została mu powierzona w dobrej wierze, to Grzegorz Żemek jest nie tylko oszustem, ale również osobą niegodną zaufania, wykorzystującą łatwowierność swoich przełożonych.

M. Ossowska definiuje oszustwo jako świadome wprowadzenie kogoś w błąd, co zwykle powoduje stratę dla oszukanego i zysk dla oszukującego. Prawo skupia się przede wszystkim na stratach i zyskach majątkowych, lecz życie pokazuje, że oszustwo ma również wymiar niematerialny. Pracownicy wyrażali żal i rozczarowanie – praca to nie tylko kwestia zarobków, ale również źródło satysfakcji, poczucia własnej wartości i stabilizacji. Tym razem było inaczej, a może takie traktowanie społeczeństwa nie jest niczym dziwnym, skoro „zawsze są oni” – ci, którzy łamią zasady.

Dekalog podkreśla również: „Nie wyzyskuj nikogo, nie okradaj poprzez sztuczne zaniżanie zarobków…”. W województwie podkarpackim ludzie już nie zastanawiają się, czy zarobki są za niskie – martwią się, czy w ogóle dostaną wypłatę za wykonaną pracę. M. Ossowska zauważa, że do praktyk równie szkodliwych jak oszustwo i kłamstwo należy kradzież, a sposób przywłaszczania cudzego mienia decyduje o kwalifikacji czynu. Komplikuje się to w szczególności, gdy przechodzimy od własności prywatnej do własności społecznej, która powinna być równo dostępna dla wszystkich członków grupy.

Majątek państwowy, którym dysponował Żemek, został wykorzystany w celach osobistych, znanych obecnie jedynie jemu. To kolejny przykład złamania normy moralnej. Czy w takim świadomym i perfidnym działaniu można mówić o jakiejkolwiek godności? Nie zrobił tego z potrzeby, lecz z żądzy posiadania.

„Posiadanie nawet ogromnej ilości pieniędzy nie oznacza, że jesteś lepszy od innych, że możesz ich poniżać, ani że stałeś się najmądrzejszy i najpotężniejszy” – tak brzmi ostatni punkt „Dekalogu biznesmena”. Uważam, że Grzegorz Żemek wykorzystał cudze pieniądze, by manipulować ludźmi, składać obietnice, by potem bezkarnie się z nich wycofać. Jako nowy właściciel Zakładów Mięsnych w Nisku obiecywał radykalną poprawę kondycji finansowej przedsiębiorstwa, wzrost sprzedaży, zwłaszcza eksportu, oraz wprowadzenie nowych technologii. W pakiecie socjalnym zapewniono, że przez rok nie będzie zwolnień pracowników. Żadna z tych obietnic nie została zrealizowana.

Poniżył ludzi również wtedy, gdy na jego polecenie jednostka specjalna policji z Rzeszowa wtargnęła na teren zakładu, brutalnie rozpraszając strajkujących pracowników walczących o swoje prawa.

4. SĄD ETYCZNY

Grzegorz Żemek to człowiek wykształcony, posiadający wyższe wykształcenie ekonomiczne, co zobowiązuje go do świadomości podejmowanych działań i ich konsekwencji. Oficjalnie jest właścicielem spółki cywilnej i deklaruje dochody rzędu około 2,5 tysiąca złotych miesięcznie, co kontrastuje z ogromem szkód, jakie wyrządził jako dyrektor Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Kontrola Najwyższej Izby Kontroli wykazała, że jego działania spowodowały straty państwa na poziomie około 354 milionów złotych, a konkretnie – zagarnięto na szkodę funduszu miliony dolarów, marek, franków i złotych. Nadużywał zaufania, zawierał niekorzystne transakcje, decydował o spłacie zobowiązań innych podmiotów, dokonywał nieudokumentowanych operacji finansowych i udzielał kredytów bez odpowiedniego zabezpieczenia.

Korzyści, które osiągnął z tych działań, miały charakter czysto materialny i były wymierne w walucie krajowej i zagranicznej. Nie znamy motywów jego początkowego zaangażowania w działalność FOZZ – czy od początku planował manipulacje dla własnego zysku, czy też sytuacja po prostu go pokusała i wykorzystał ją bez skrupułów. Bez względu na intencje, doszło do przestępstwa o ogromnej skali, które dotknęło całe państwo. Co gorsza, mimo to Grzegorz Żemek nadal funkcjonuje w przestrzeni gospodarczej, prowadząc podejrzane interesy, które przynoszą mu olbrzymie korzyści finansowe, a kwoty te powiększają się o kolejne zera.

Z etycznego punktu widzenia Grzegorz Żemek jawi się jako człowiek, który świadomie i cynicznie wykorzystał swoje wykształcenie oraz pozycję, aby osiągnąć materialne korzyści kosztem społeczeństwa. Jego postępowanie stanowi przykład rażącego braku moralności, odpowiedzialności i szacunku dla dobra wspólnego. Pozostaje pytanie o społeczną odpowiedzialność państwa, które mimo wiedzy o skali nadużyć nie powstrzymało jego dalszej działalności, co świadczy o głębszym kryzysie systemu nadzoru i sprawiedliwości.

W świetle tych faktów, etyczny sąd musi uznać, że Grzegorz Żemek nie tylko złamał normy moralne i prawne, ale przede wszystkim zdradził zaufanie społeczne, doprowadzając do szkód, które dotknęły zwykłych ludzi – pracowników, którzy utracili pracę i godność, oraz całe państwo, które straciło znaczne środki finansowe. Jego postawa jest nie do zaakceptowania i stanowi przestrogę dla wszystkich, którzy kierują się wyłącznie własnym zyskiem, zapominając o konsekwencjach dla innych.

5. MODEL ZACHOWANIA ETYCZNIE POPRAWNEGO

Najbardziej właściwe i etyczne zachowanie dyrektora FOZZ polegałoby na prowadzeniu działalności zgodnej z interesem państwa, co oznaczałoby skuteczne oddłużanie przedsiębiorstw. Dzięki temu zakłady mogłyby sprawniej funkcjonować, generując zyski, tworząc nowe miejsca pracy oraz wdrażając nowoczesne technologie, co sprzyjałoby rozwojowi gospodarczemu i stabilizacji społecznej.

Dyrektor FOZZ, mając wiedzę o potencjalnych zagrożeniach korupcyjnych czy nieuczciwym zarządzaniu środkami, powinien niezwłocznie podjąć działania zapobiegające takim praktykom, dbając o przejrzystość i odpowiedzialność w zarządzaniu funduszem. Jego rola wymagałaby aktywnego nadzoru i przeciwdziałania nadużyciom, co jest podstawą zaufania społecznego do instytucji państwowych.

W odniesieniu do Zakładów Mięsnych najważniejszym obowiązkiem właściciela było dotrzymanie złożonych obietnic wobec pracowników: radykalnej poprawy kondycji finansowej przedsiębiorstwa, wzrostu sprzedaży, zwłaszcza na rynkach eksportowych, wprowadzenia nowych technologii produkcji oraz ograniczenia zwolnień pracowniczych. Nawet jeśli pełne spełnienie tych zobowiązań nie było możliwe, kluczowe było działanie na rzecz jak największej ochrony interesów załogi.

W szczególności, etyczne postępowanie wymagałoby dołożenia wszelkich starań, aby pracownicy otrzymali zaległe wynagrodzenia i czuli się szanowani oraz wspierani przez swoich pracodawców. Szacunek dla godności pracownika i troska o jego sytuację materialną to fundamenty odpowiedzialnego zarządzania, które pozwalają uniknąć frustracji, rozczarowania i poczucia krzywdy. Taki model postępowania buduje trwałe i oparte na zaufaniu relacje między właścicielami a pracownikami oraz wzmacnia stabilność przedsiębiorstwa i całego środowiska społeczno-gospodarczego.

BIBLIOGRAFIA

  1. Jerzy Reszczyński, „ Słowa goryczy”, „Sztafeta” nr 49 (1773), 7 grudnia 2000 r.
  2. Leszek Kraskowski, Piotr Jendroszczyk, „Człowiek Stalowej Woli”, „Rzeczpospolita” nr 267 (5432), 16 listopada 1999 r.
  3. Maria Ossowska: „Normy moralne. Próba systematyzacji” PWN, Warszawa 1985 r.
  4. Tadeusz Borkowski: „Etyka biznesmena”, „Dekalog Biznesmena”, Warszawa 1993 r.
  5. Jadwiga Tomczyk-Tołkacz,  „Etyka biznesmena. Wybrane problemy”, AE, Wrocław 1994 r.
image_pdf

Etyka sukcesu

5/5 - (1 vote)

Czy można mówić o etyce sukcesu? Czy da się wskazać sposób osiągania zawodowego spełnienia, który nie sprowadza drogi do celu ani do czystego karierowiczostwa, ani do zwykłego łutu szczęścia? Pytania te są szczególnie istotne, gdy patrzymy na czas gwałtownych przemian, w których wiele osób poszukiwało własnej ścieżki w nowych realiach.

Lata 90. w Polsce były okresem głębokiej transformacji politycznej, gospodarczej i społecznej, czasem sprzyjającym – przynajmniej dla części społeczeństwa – osiąganiu życiowego i zawodowego sukcesu. Zarówno wysocy urzędnicy państwowi, jak i zwykli pracownicy różnych zakładów widzieli sukces przede wszystkim w swojej pozycji zawodowej. Niekiedy już samo utrzymanie miejsca pracy stawało się osiągnięciem.

W tamtym czasie można było obserwować spektakularne kariery jednych, porażki innych, a także codzienny trud większości, która próbowała odnaleźć się w nowym systemie. Bez dogłębnej analizy łatwo zauważyć, że sukces zawodowy przybierał – i nadal przybiera – bardzo różne formy.

Dziedzictwem realnego socjalizmu pozostały określenia typu „wilczy kapitalizm”, „dziki kapitalizm”, „walka o byt” czy „wyzysk człowieka przez człowieka”. Czy są one tylko ideologicznymi echem minionej epoki, czy też odzwierciedlają pewną część rzeczywistości? Autor eseju nie podejmuje się rozstrzygnięcia tej kwestii, choć warto zauważyć, że współczesny rynek pracy wielokrotnie weryfikował oczekiwania dotyczące państwowej opieki nad pracującymi.

W konsekwencji wielu ludzi przekonało się, że w nowych warunkach konieczna jest ciągła mobilizacja, gotowość do zmian i umiejętność odnalezienia się w dynamicznym środowisku zawodowym. Rzeczywistość ta pozbawiła część społeczeństwa złudzeń o stabilności gwarantowanej przez państwo i wymusiła na pracownikach bardziej samodzielne dążenie do utrzymania i budowania własnego miejsca na rynku.

A tam, gdzie pojawia się walka, łatwo zapomnieć o zasadach. Zbyt często – choć na szczęście nie zawsze – dominują układy, koneksje, spryt, a nawet cwaniactwo, lizusostwo czy zwyczajny podstęp. Ktoś mógłby machnąć ręką i powiedzieć: „takie jest życie”. Ale czy rzeczywiście musi ono tak wyglądać?

W zamęcie transformacyjnych zmian rodzi się pytanie, czy w ogóle można jeszcze osiągnąć sukces, który byłby naprawdę etyczny. Przecież wielu pracowników, obawiając się utraty zatrudnienia i wszystkich jej konsekwencji – bezrobocia, niedostatku, obniżenia pozycji społecznej czy zachwiania stabilności rodzinnej – podejmuje wysiłek rozwoju. Uzupełniają wykształcenie, zdobywają nowe kwalifikacje, zapisują się na dodatkowe kursy.

To działania, które niewątpliwie zasługują na uznanie. Decydują się na nie zazwyczaj ludzie z dorobkiem zawodowym, solidnie wykonujący swoje obowiązki. Warto jednak pamiętać, jak dużym kosztem takie decyzje są często okupione. Nie każdy może liczyć na wsparcie finansowe ze strony pracodawcy. Nie każdy ma w domu pełne zrozumienie, akceptację i przestrzeń, by dźwigać ciężar pracy i nauki jednocześnie.

Podczas gdy jedni dosłownie wypruwają sobie żyły, próbując uczciwie zapracować na swój sukces, inni są przekonani, że można osiągnąć go znacznie mniejszym kosztem. Wykorzystują więc rozwiązania, które ich zdaniem mieszczą się jeszcze w granicach legalności, choć budzą poważne wątpliwości. Dobrym przykładem jest kwestia absencji chorobowych – zjawiska kojarzonego przez wielu z minioną epoką. Czy słusznie? Tylko częściowo, bo choć dokonał się ogromny postęp, nie wszystko uległo zmianie.

Według informacji podanych przez radio WAWA, w bieżącym roku absencja chorobowa spadła o 25%. Nie podano co prawda, w stosunku do jakiego okresu dokonano porównania, ale z dużym prawdopodobieństwem chodzi o rok poprzedni. Ten spadek można uznać za pozytywny sygnał, jednak kolejne dane przedstawione w materiale radiowym były już znacznie mniej optymistyczne.

Okazało się, że kontrole przeprowadzone przez odpowiednie instytucje doprowadziły do wstrzymania zasiłków chorobowych w około 30 tysiącach przypadków, a osoby te otrzymały nakaz powrotu do pracy. Co więcej, kilkunastu lekarzom cofnięto uprawnienia do wystawiania zwolnień lekarskich z powodu rażących nadużyć.

Zaskakująco w tych statystykach wypadła także informacja, kto najczęściej korzystał ze zwolnień. Najwyższe wskaźniki absencji dotyczyły osób prowadzących działalność gospodarczą, które – jako pracodawcy i pracownicy w jednej osobie – same sobie wystawiały długie okresy niezdolności do pracy. Podczas gdy przeciętny pracownik przebywał na zwolnieniu około dwudziestu dni, przedsiębiorcy korzystali z niego nawet dwa lub trzy razy dłużej.

Różnice te obnażają nie tylko skale nadużyć, lecz również to, jak różnymi drogami ludzie próbują radzić sobie na rynku pracy. Jedni kierują się wysiłkiem i odpowiedzialnością, inni szukają skrótów. W efekcie sukces – a czasem po prostu samo przetrwanie – nabiera bardzo różnych znaczeń.

Można oczekiwać, że osoba przedstawiająca jakieś zjawisko, postawy czy procesy nie ograniczy się jedynie do relacji lub oceny, lecz spróbuje wskazać możliwe sposoby poprawy sytuacji. Choć trudno stworzyć idealną receptę na „etyczny sukces”, warto przypomnieć, co tak naprawdę może uczynić sukces etycznym i trwałym.

U podstaw większości osiągnięć leży cierpliwość i wytrwałość. Rzeczy wartościowe – opanowanie języka obcego, zdobycie zawodu, zbudowanie prawdziwej przyjaźni – wymagają nieustannego wysiłku. Jak zauważył pisarz Charles Templeton, „w dziewięciu przypadkach na dziesięć powodzenie można bezpośrednio przypisać jednej rzeczy: ciężkiej pracy”. Podobnie felietonista Leonard Pitts Junior zwrócił uwagę, że często zachwycamy się talentem i szczęściem, a zapominamy o podstawach: trudzie, niepowodzeniach, wczesnym zaczynaniu i późnym kończeniu pracy.

Ten sam motyw pojawia się w myśli starożytnych mędrców, według których „ręka pilnych będzie rządzić”. Pilność to nic innego jak konsekwentne, cierpliwe działanie, bez którego trudno zrealizować jakiekolwiek poważne zamierzenie. Wytrwałość oznacza trwanie przy celu mimo zniechęcenia, przeciwności czy chwilowych porażek. Dotyczy to zarówno rozwoju zawodowego, jak i innych dziedzin życia, takich jak relacje, edukacja czy własny charakter.

Niestety, wytrwałość stała się dziś rzadkością. Wiele osób wierzy, że sukces to przede wszystkim kwestia znalezienia się we właściwym miejscu i czasie. Media wzmacniają tę iluzję, przedstawiając szybkie kariery, błyskawiczne fortuny i historie ludzi, którzy – rzekomo – osiągnęli wszystko niemal bez wysiłku. Pitts zauważa z żalem, że w kulturze obsesyjnie nastawionej na imponowanie innym, łatwo uwierzyć, że wielkość jest na wyciągnięcie ręki, że wystarczy znać sekret, mieć talent lub liczyć na wyjątkową pomoc z góry.

Tymczasem prawdziwy, etyczny sukces wciąż opiera się na tym samym: na pracy, uczciwym wysiłku i gotowości, by nie poddać się po pierwszym niepowodzeniu.

Wytrwałość to konsekwentne dążenie do celu, niezależnie od przeszkód, niepowodzeń czy chwilowych załamań. Człowiek wytrwały pozostaje stanowczy i nie rezygnuje, nawet jeśli coś pójdzie nie po jego myśli. Kluczowym elementem tej postawy jest umiejętność radzenia sobie z trudnościami, których w życiu i tak nie da się uniknąć. Zamiast porzucać swoje plany po pierwszym potknięciu, osoba wytrwała podnosi się i podejmuje próbę jeszcze raz.

Wielu ludzi nie jest jednak przygotowanych na wyzwania, które napotykają. Ponieważ nigdy nie nauczyli się wytrwać przy swoich zamierzeniach, łatwo się zniechęcają. Jak zauważył Morley Callagan, „zbyt wielu reaguje na niepowodzenia negatywnie – użalają się nad sobą, obwiniają innych, stają się zgorzkniali i poddają się”. To smutne, bo w ten sposób tracą coś bardzo cennego.

Leonard Pitts zwrócił uwagę, że przeciwności mają swoją wartość. Jego zdaniem uczą, że porażka nie jest końcem świata i że nie trwa wiecznie. Rozwijają charakter, wzmacniają nas i przygotowują do dalszego działania. Mimo to odzyskanie równowagi po nieudanej próbie wcale nie jest proste. Czasem przeszkody wydają się zbyt duże, a cele – zamiast się przybliżać – sprawiają wrażenie coraz bardziej odległych. W takich chwilach łatwo o bezradność, zniechęcenie czy przygnębienie.

Pierwszym krokiem ku wytrwałości jest wyznaczenie sobie wartościowych i realistycznych celów. Dotyczy to nawet pracy o rutynowym charakterze, bo i w niej warto co jakiś czas przyjrzeć się własnym pragnieniom i sprawdzić, dokąd zmierzamy. Jasne określenie tego, czego chcemy i dlaczego, ułatwia trwanie przy swoich zamiarach. Gdy mamy w umyśle konkretny cel, znacznie trudniej jest się poddać.

Drugim krokiem jest uświadomienie sobie, jakimi działaniami ten cel można osiągnąć. Specjalista z zakresu zdrowia psychicznego zauważył, że ludzie odnoszący sukcesy doskonale rozumieją związek między przyczyną a skutkiem. Wiedzą, że na efekty trzeba zapracować, podejmując potrzebne kroki. Jasno określona droga działania zwiększa koncentrację, a przy ewentualnych niepowodzeniach pomaga szybciej odzyskać równowagę i wrócić na właściwy tor.

Kiedy coś się nie powiedzie, warto spojrzeć na to z możliwie najlepszej strony i potraktować jako lekcję, a nie wyrok. Przeanalizowanie sytuacji, wskazanie własnego błędu i próba jego naprawienia to fundament wzrostu. Często pomaga też rozmowa z innymi – nie bez powodu starożytni mawiali: „gdzie wielu doradców, tam powodzenie”.

Kolejnym ważnym aspektem wytrwałości jest konsekwentne działanie. Jeden z wykładowców ujął to krótko: „umiarkowanie i konsekwencja przynoszą z czasem wspaniałe rezultaty”. Przykład dobrze ilustruje bajka Ezopa o żółwiu i zającu. Żółw zwyciężył, choć był wolniejszy, bo pozostał zdyscyplinowany, utrzymywał stałe tempo i nie rezygnował. Człowiek solidny, dobrze zorganizowany i konsekwentny również robi stałe postępy, dłużej utrzymuje motywację i rzadziej wypada z biegu.

Z tej krótkiej refleksji wynika jedno: nie ma cudownej recepty na sukces. Nie istnieje sekret, który zadziała w jeden dzień, ani magiczna formuła gwarantująca powodzenie. Jest za to codzienny wysiłek, upór, nauka na błędach i gotowość do działania.

I właśnie dzięki takim praktycznym, etycznym wyborom można dojść do sukcesu, którego nikt nie będzie musiał kwestionować.


[1] Komentarz do zbioru esejów “Moralność kapitalizmu”, Lublin 1998 (oryginał angielski: The Morality of Capitalism edited by Mark W. Hendrickson, 1996),

[2] Radio WAWA, wiadomości poranne z godz. 7.00, dn. 21.11.2000 r.

image_pdf

Hipotezy w pracach dyplomowych

5/5 - (1 vote)

Hipotezy w pracach dyplomowych pełnią kluczową rolę, ponieważ wyznaczają kierunek całego procesu badawczego i określają, jakie zależności, zjawiska lub prawidłowości zamierza się zweryfikować. Stanowią one punkt wyjścia do analizy, a jednocześnie narzędzie pozwalające na uporządkowanie danych i wyciągnięcie precyzyjnych wniosków.

Po pierwsze, hipoteza jest propozycją odpowiedzi na pytanie badawcze, ale odpowiedzią, która wymaga empirycznego sprawdzenia. Nie jest więc twierdzeniem o charakterze pewnym, lecz założeniem, które ma zostać potwierdzone lub obalone dzięki zastosowanym metodom badawczym. W pracy dyplomowej – zarówno licencjackiej, jak i magisterskiej – hipotezy pełnią funkcję przewodnią, ponieważ nadają strukturę i sens całemu działaniu badawczemu.

Po drugie, hipotezy muszą być konkretne, jednoznaczne i mierzalne. Jeżeli nie można ich sprawdzić za pomocą dostępnych narzędzi badawczych, nie spełniają swojej funkcji. Dobra hipoteza powinna być formułowana tak, aby możliwe było jej potwierdzenie lub odrzucenie, a nie tylko ogólne opisanie jakiegoś zjawiska. Musi być więc precyzyjnie powiązana z metodami, które autor pracy planuje wykorzystać, np. ankietą, analizą statystyczną, obserwacją czy analizą dokumentów.

Po trzecie, hipotezy muszą pozostawać w logicznej zależności z pytaniami badawczymi i celem pracy. Zbyt szerokie, oderwane od istoty problemu lub niezwiązane z literaturą przedmiotu hipotezy zniekształcają badanie, prowadzą do niejasnych rezultatów i utrudniają interpretację zebranych danych. Istotne jest więc, aby były oparte na wcześniejszej analizie teoretycznej i wynikały z niej w sposób naturalny.

Po czwarte, w pracach dyplomowych najczęściej formułuje się jedną hipotezę główną oraz kilka hipotez szczegółowych, które pozwalają dokładniej opisać badane zjawisko. Taki podział nadaje pracy przejrzystość i umożliwia analizowanie problemu warstwowo. Hipoteza główna wskazuje na ogólną zależność, natomiast hipotezy szczegółowe opisują jej poszczególne aspekty. Dzięki temu badanie może być bardziej precyzyjne i uporządkowane.

Po piąte, hipotezy pełnią również funkcję organizującą strukturę pracy. To wokół nich autor dobiera metody badawcze, konstruuje narzędzia, określa sposób zbierania danych oraz wybiera techniki ich analizy. W praktyce to właśnie hipotezy decydują o tym, czy praca jest spójna, czy chaotyczna. Jeżeli są dobrze sformułowane, cała praca układa się w logiczny ciąg: od teorii, przez metodologię, aż po wyniki i wnioski.

Ostatecznie, w części końcowej pracy dyplomowej autor musi jednoznacznie stwierdzić, czy hipotezy zostały potwierdzone, częściowo potwierdzone czy odrzucone. Sam wynik nie jest jednak najważniejszy – liczy się rzetelność procesu badawczego oraz umiejętność uzasadnienia przyjętych wniosków na podstawie danych.

Hipotezy w pracach dyplomowych nie są więc formalnym dodatkiem, ale fundamentem, na którym opiera się cała logika badania. Dzięki nim praca nabiera spójności, ukierunkowania i naukowego charakteru, a autor zyskuje narzędzie umożliwiające przejrzyste przeprowadzenie analizy i interpretacji wyników.

Z dobrze postawionego problemu powinna jasno wynikać hipoteza (lub hipotezy) badawcza, jako odpowiedź na pytanie zawarte w problemie[1].

„Hipoteza” wywodzi się z greckiego słowa „hipothesis”, a jego polskim odpowiednikiem jest słowo „przypuszczenie” lub „domysł”. Chodzi więc o przypuszczenie lub domysł wysunięty prowizorycznie dla określenia lub wyjaśnienia czegoś, co wymaga sprawdzenia czyli weryfikacji poprzez odpowiednie badania stosowane w danej nauce[2].

W badaniach przydatne są tylko hipotezy naukowe, które spełniają pewne wymogi metodologiczne. Stąd postulat, aby hipotezy naukowe były: o tyle nowe, że wskazywały na jakieś nieznane dotąd aspekty badanych faktów, procesów, zjawisk, ich uwarunkowań itp. okoliczności; na tyle ogólne, żeby obejmowały swoim zakresem wszelkie fakty, procesy czy zjawiska, jakich dotyczą; pojęciowo jasne, tzn. wyrażone w jednoznacznych terminach, możliwie dostatecznie ostrych; wolne od sprzeczności wewnętrznych, czyli powinny być tak sformułowane, aby nie zawierały zdań wzajemnie sprzecznych; empirycznie sprawdzalne, czyli dające się zweryfikować, tzn. potwierdzić lub obalić poprzez badania.

Hipoteza nie powinna być ani tautologią, ani banałem, nie powinna zawierać sformułowań będących powtórzeniami poprawnych schematów myślowych, jakie nie wymagają żadnego dowodu czy też weryfikacji, ponieważ są właśnie stwierdzeniami na ogół znanymi lub frazesami[3].

Można spotkać się również z następującymi kryteriami poprawności formułowania hipotez naukowych: hipoteza musi być adekwatną odpowiedzią na problem, a zarazem najprostszą, gdyż im bardziej prostą przyjmie postać- tym łatwiej będzie można ją sprawdzić, musi być tak sformułowana, by łatwo można było ją przyjąć, względnie odrzucić, nie powinna przyjmować postaci szerokiej generalizacji[4].

Do najbardziej znanych sposobów tworzenia hipotez w naukach społecznych należą: wysnuwanie wniosku hipotetycznego z istniejącej teorii; „odkrywanie” hipotezy poprzez uogólnienia zebranych danych zawartych np. w sprawozdaniach statystycznych; swoiste „wczuwanie się” badającego w określone sytuacje społeczne, czyli wysnuwanie przez niego wniosków w oparciu o własne doświadczenia życiowe i wykorzystywane umiejętności tworzenia własnych domysłów.

Oprócz wymienionych sposobów należałoby także wskazać na inspirację wynikającą z codziennej praktyki, która jest przecież istotnym źródłem danych, przydatnych do tworzenia hipotez[5].

Niezależnie od przekonań badacza w momencie formułowania hipotezy, ostatecznym argumentem na rzecz jej prawdziwości będzie dopiero wynik przeprowadzonego badania[6].

Bowiem o prawdziwości albo fałszywości hipotezy decyduje nie jej źródło lub sposób uzyskania, lecz rzetelność procesu weryfikacji[7].

Biorąc pod uwagę cel, jakiemu dane hipotezy służą, można wyróżnić hipotezy: podstawowe, których celem jest wyjaśnienie zasadniczych problemów danej nauki oraz częściowe, wyjaśniające fragmentaryczne zagadnienia, składające się na dany problem. Ze względu na zasięg można wyróżnić hipotezy: ogólne i szczegółowe[8]. Najczęściej konkretyzuję się daną hipotezę ogólną kilkoma hipotezami szczegółowymi.

Niekiedy wyróżnia się także hipotezy heurystyczne, czyli odkrywcze i hipotezy robocze, tzn. takie, które mają charakter pomocniczy, tymczasowy, a ich celem jest po prostu ogólna orientacja badawcza, umożliwiająca sformułowanie hipotezy zasadniczej.

Hipotezy można także podzielić ze względu na ich stopień prawdopodobieństwa, co pozwala na wyodrębnienie hipotez: wysoko, średnio i małoprawdopodobnych Tego rodzaju rozróżnienia mają istotne znaczenie przy ostatecznym wyborze hipotez do zamierzonych badań[9].

W niniejszej pracy przyjęto hipotezę, że wśród pracowników Telekomunikacji Polskiej S.A. są rozpowszechnione negatywne stereotypy dotyczące bezrobotnych.


[1] J. Brzeziński: Metodologia…, dz. cyt., s. 225

[2] J.  Sztumski: Wstęp do metod…, dz. cyt., s. 48

[3] tamże, s. 49

[4] J. Brzeziński: Metodologia…, dz. cyt., s. 226

[5] J.  Sztumski: Wstęp do metod…, dz. cyt., s. 50

[6] S. Nowak, Metodologia…, dz. cyt., s. 36

[7] J.  Sztumski: Wstęp do metod…, dz. cyt., s. 51

[8] tamże, s. 49

[9] tamże, s. 50

image_pdf

Stereotypy a uprzedzenia i dyskryminacja

5/5 - (1 vote)

W większości definicji uprzedzenia uważane są za postawę, dyskryminacja to typ zachowania a stereotyp to zestaw przekonań. Uprzedzenie jest to negatywna postawa dotycząca wyróżniającej się grupy ludzi, oparta wyłącznie na jej przynależności do tej grupy. Składa się ono z trzech komponentów: afektywnego lub emocjonalnego, który reprezentuje zarówno typ emocji powiązany z postawą (np. złość, serdeczność), jak i nasycenie postawy (np. umiarkowany niepokój, otwarta wrogość); poznawczego- obejmującego przekonania lub myśli (poznanie) tworzące postawę; behawioralnego- odnoszącego się do czyichś działań, ponieważ ludzie nie tylko po prostu przyjmują postawy, lecz również działają zgodnie z nimi[1].

Uprzedzenia zawierają w sobie nadmierne uproszczenia i uogólnienia, są bardziej manifestowane niż stereotypy w relacjach interpersonalnych, wiążą się z działaniem, jakim jak agresja werbalna bądź czynna, izolacja członków grupy obcej z danej społeczności, unikanie kontaktów z nimi. Uprzedzeniom towarzyszy komponent emocjonalny, który jest odpowiedzialny za jego trwałość. Nawet po ustaniu źródła wywołującego uprzedzenie, sama emocja z nim związana nie zanika, może nawet wzmagać się wraz z upływem czasu.

Do źródeł uprzedzeń, które mogą powodować konflikty społeczne można zaliczyć rywalizację- o wszelkie dobra, o władzę polityczną, o status społeczny.

Teoria rzeczywistego konfliktu stwierdza, że kiedy zasoby są ograniczone, powstaje rzeczywisty konflikt między grupami. W sytuacji, kiedy czasy są napięte i istnieje konflikt wzajemnie wykluczających się celów, wzmagają się tendencyjne postawy, względem grupy obcej, których konsekwencją jest nasilenie uprzedzeń i dyskryminacja[2].

Przypadkiem odzwierciedlającym założenia tej teorii jest koncepcja kozła ofiarnego. W faszystowskich Niemczech takim „kozłem ofiarnym” byli Żydzi. Po pierwszej wojnie światowej w Niemczech panowała ciężka sytuacja, inflacja wymknęła się spod kontroli ludzie byli biedni, sfrustrowani, zdemoralizowani. Kiedy w latach trzydziestych naziści doszli do władzy, uczynili wszystko, by skoncentrować frustrację Niemców na Żydach, łatwej do zidentyfikowania i pozbawionej władzy grupie obcej. To nie Żydzi byli powodem słabości niemieckiej gospodarki. Jednakże naziści stworzyli wrażenie, że wyeliminowanie ich ze społeczeństwa rozwiążę wszystkie problemy, które trapią Niemców. Żydzi posłużyli za wygodnego kozła ofiarnego, ponieważ byli łatwi do rozpoznania, a ich pozycja nie pozwalała im się obronić czy oddać cios[3].

Badacze spierają się o to, co jest pierwotne: stereotyp, czy uprzedzenie. Jedni uważają, że uprzedzenie jest przejawem posiadania stereotypu, natomiast inni, że właśnie stereotyp jest formą racjonalizacji uprzedzeń. Tradycyjna koncepcja stereotypów i uprzedzeń sugeruje stosunkowo prostą zależność między tymi zjawiskami, polegającą na tym, że silniejsza stereotypizacja będzie związana ze wzrostem uprzedzeń. W rozumowaniu tym zakłada się, że stereotypy stanowią atrybucję negatywnych cech, gdyż uprzedzenia definiowane są jako postawa negatywna, zaś jako swoisty wskaźnik przemiany stereotypu w uprzedzenie wyróżnia się dyskryminację[4].

Dyskryminacja jest to nieuzasadnione, niesprawiedliwe, negatywne lub krzywdzące działanie wobec członków stereotypizowanej grupy, wyłącznie dlatego iż do niej należą. Między stereotypizacją a dyskryminacją może zachodzić pozytywna korelacja, ponieważ stereotypy mogą wpływać bezpośrednio na zachowanie.

Stereotypy stanowią na przykład oczekiwania, które mogą kierować zachowaniami interpersonalnymi, wywołując zjawisko samospełniającego się proroctwa. Polega ono na tym, że ludzie mają określone oczekiwania dotyczące innej osoby, co wpływa na ich postępowanie względem tej osoby, które powoduje, że zachowuje się ona w sposób zgodny z wyjściowymi oczekiwaniami[5].

Ze stereotypami i efektem negatywnych oczekiwań spotykają się ludzie w każdym wieku. Szczególnym przykładem mogą być oczekiwania i uprzedzenia wobec osób, będących w starszym wieku. W procesie późnej dojrzałości procesy te przybierają charakter niszczący osobowość jednostki, gdyż zbiegają się z mniejszą odpornością fizyczną i psychiczną organizmu, z większą samotnością człowieka (rozrachunek z własną przeszłością), z mniejszymi perspektywami na przyszłość ( w przyszłości jest już tylko nieuchronna starość, wdowieństwo, śmierć).

Jedną z najbardziej niebezpiecznych odmian stereotypizacji postrzegania społecznego i efektu negatywnych oczekiwań jest wyuczona bezradność. Osoba, która przechodzi przez serię doświadczeń życiowych bez poczucia kontroli nad ich przebiegiem w efekcie staje się bierna, apatyczna. Uporczywość w dążeniu do celu zanika oraz obniża się jakość pracy nawet w tych okolicznościach, gdy jednostka dysponuje nadmiarem kompetencji zawodowych[6].

Może również dochodzić do zjawiska wpływu dyskryminacji na stereotypizację, kiedy stereotypy posłużą do usprawiedliwiania dyskryminacji w stosunku do jednostek czy grup społecznych. Przykładem może być przypisywanie bezrobotnym cech dyspozycyjnych, np. lenistwa, aby wytłumaczyć ich gorszy status ekonomiczny i sytuacje braku pracy, w jakiej się znaleźli.

Stereotypy a uprzedzenia i dyskryminacja

Zjawiska stereotypów, uprzedzeń i dyskryminacji stanowią kluczowe elementy współczesnych analiz psychologii społecznej oraz socjologii. Choć terminy te często używane są zamiennie, w rzeczywistości odnoszą się do różnych, choć ściśle powiązanych ze sobą mechanizmów myślenia i zachowania. Stereotypy dotyczą sposobu postrzegania innych ludzi, uprzedzenia – emocjonalnej oceny tych ludzi, zaś dyskryminacja – realnych działań wobec nich. Wspólnie tworzą system upraszczający rzeczywistość społeczną, który z jednej strony pomaga jednostkom porządkować otaczający świat, z drugiej zaś prowadzi do poważnych niesprawiedliwości i napięć społecznych.

W każdej kulturze funkcjonują pewne zbiorowe przekonania o grupach społecznych, zawodowych, narodowych czy płciowych. Stereotypy kształtują się pod wpływem doświadczeń, wychowania, przekazów kulturowych i medialnych. Ich siła polega na tym, że są łatwe w użyciu – pozwalają szybko interpretować rzeczywistość bez konieczności wnikliwej analizy. Jednak właśnie ta prostota staje się źródłem błędów poznawczych, które mogą prowadzić do zniekształceń, a w konsekwencji – do uprzedzeń i aktów dyskryminacji.

Stereotypy – mechanizmy poznawcze i społeczne funkcje

Stereotyp to uproszczony, schematyczny obraz jakiejś grupy ludzi, oparty na uogólnieniach, często niezgodnych z rzeczywistością. Może on dotyczyć cech fizycznych, psychicznych, moralnych lub behawioralnych przypisywanych członkom danej grupy. Stereotypy powstają w wyniku procesu kategoryzacji – naturalnej tendencji człowieka do porządkowania świata poprzez dzielenie go na grupy i przypisywanie im określonych właściwości. Choć ten mechanizm jest psychologicznie potrzebny, jego konsekwencje mogą być niebezpieczne, gdy staje się podstawą negatywnego wartościowania innych.

Stereotypy mają kilka ważnych funkcji. Przede wszystkim porządkują rzeczywistość społeczną, umożliwiając szybkie podejmowanie decyzji i orientację w złożonym świecie relacji międzyludzkich. Ponadto pełnią funkcję tożsamościową – wzmacniają poczucie przynależności do grupy „my” poprzez odróżnienie jej od grupy „oni”. Taka polaryzacja jest szczególnie widoczna w sytuacjach konfliktowych, gdy społeczeństwo dąży do utrzymania spójności wewnętrznej kosztem marginalizacji grup zewnętrznych.

Jednak stereotypy niosą ze sobą również szereg zagrożeń. Ich uproszczony charakter prowadzi do fałszywych przekonań i błędnych ocen ludzi. Zamiast postrzegać jednostki jako złożone i niepowtarzalne, zaczynamy widzieć w nich reprezentantów pewnych kategorii – „kobietę”, „uchodźcę”, „bezrobotnego”, „nastolatka”. W ten sposób indywidualność zostaje zastąpiona etykietą, a interakcje społeczne stają się zdominowane przez uprzednie wyobrażenia, a nie przez rzeczywiste doświadczenie kontaktu z drugim człowiekiem.

Stereotypy mają również tendencję do samopotwierdzania się. Ludzie skłonni są zauważać i zapamiętywać informacje zgodne z utrwalonymi przekonaniami, a ignorować fakty im przeczące. W efekcie stereotypy utrzymują się nawet w obliczu dowodów ich fałszywości. Proces ten jest dodatkowo wzmacniany przez media, które często przedstawiają rzeczywistość w sposób uproszczony i sensacyjny, utrwalając negatywne wizerunki określonych grup społecznych.

Uprzedzenia – emocjonalny wymiar postrzegania innych

Podczas gdy stereotypy mają charakter poznawczy, uprzedzenia dotyczą emocji i postaw wobec innych grup. Uprzedzenie to negatywna, często irracjonalna ocena grupy ludzi oparta nie na faktach, lecz na emocjach i przekonaniach wynikających ze stereotypów. Może przybierać formę niechęci, wrogości, lęku, a nawet nienawiści wobec członków danej grupy.

Źródła uprzedzeń są złożone. Psychologia społeczna wskazuje, że wynikają one z potrzeby podtrzymania pozytywnego obrazu własnej grupy kosztem innych. To zjawisko nazywane jest egotyzmem grupowym lub stronniczością grupową – ludzie mają tendencję do faworyzowania „swoich” i deprecjonowania „obcych”. Uprzedzenia mogą też wynikać z lęku przed nieznanym, z frustracji ekonomicznych, a także z braku kontaktu i wiedzy o grupie, wobec której są kierowane.

Uprzedzenia mają ogromny wpływ na relacje społeczne, ponieważ prowadzą do dehumanizacji i moralnego dystansu wobec osób, które uznajemy za „inne”. Członkowie grup obcych są postrzegani nie jako jednostki, lecz jako reprezentanci pewnej kategorii, co pozwala usprawiedliwić wobec nich negatywne zachowania. W ten sposób uprzedzenia stają się psychologicznym podłożem dyskryminacji.

Jednym z kluczowych czynników wzmacniających uprzedzenia jest brak edukacji międzykulturowej i krytycznego myślenia. Ludzie, którzy nie mają kontaktu z odmiennymi grupami, często ulegają fałszywym wyobrażeniom utrwalonym przez otoczenie. Badania wykazują, że bezpośredni kontakt z przedstawicielami grupy, wobec której żywimy uprzedzenia, może znacząco je zmniejszyć, o ile kontakt ten ma charakter równy i oparty na współpracy.

Dyskryminacja – działanie oparte na uprzedzeniach

Dyskryminacja to praktyczny wymiar uprzedzeń – działania, które prowadzą do nierównego traktowania jednostek ze względu na ich przynależność do określonej grupy. Może mieć charakter indywidualny, gdy wynika z postawy pojedynczej osoby, lub instytucjonalny, gdy jest wpisana w struktury społeczne, polityczne lub prawne. Dyskryminacja może być jawna – jak w przypadku otwartego odrzucenia kandydata do pracy z powodu jego pochodzenia – lub ukryta, przejawiająca się w subtelnych, często nieuświadomionych formach wykluczenia.

Współczesne społeczeństwa coraz częściej zmagają się z formami dyskryminacji pośredniej, które są trudne do wykrycia, ponieważ ukrywają się pod pozorem neutralnych zasad. Przykładem może być wymóg określonego doświadczenia zawodowego lub sposobu ubioru, który w praktyce wyklucza niektóre grupy. W ten sposób system społeczny utrwala nierówności, nawet jeśli formalnie deklaruje równość i tolerancję.

Dyskryminacja nie ogranicza się do relacji rasowych czy etnicznych – dotyczy również płci, wieku, orientacji seksualnej, statusu ekonomicznego, niepełnosprawności czy światopoglądu. Każda z tych form niesie ze sobą konkretne konsekwencje psychologiczne: poczucie krzywdy, zaniżoną samoocenę, lęk, stres i poczucie alienacji. Długotrwałe doświadczanie dyskryminacji może prowadzić do tzw. stresu mniejszościowego, czyli chronicznego napięcia związanego z byciem narażonym na uprzedzenia i wykluczenie.

Dyskryminacja ma również wymiar społeczny. Społeczeństwa, które nie potrafią poradzić sobie z tym zjawiskiem, tracą potencjał swoich obywateli i pogłębiają podziały. W miejscu współpracy pojawia się rywalizacja, w miejsce solidarności – podejrzliwość. Dlatego przeciwdziałanie dyskryminacji wymaga nie tylko działań prawnych, ale także zmiany postaw i świadomości społecznej.

Zależności między stereotypami, uprzedzeniami i dyskryminacją

Stereotypy, uprzedzenia i dyskryminacja tworzą łańcuch zależności, w którym każdy element wzmacnia pozostałe. Stereotyp stanowi punkt wyjścia – jest przekonaniem o określonej grupie. Z tego przekonania może wynikać emocjonalna reakcja, czyli uprzedzenie, które z kolei prowadzi do określonych działań – dyskryminacji. W ten sposób powstaje zamknięty system, w którym błędne przekonania znajdują potwierdzenie w rzeczywistych zachowaniach społecznych.

Na przykład stereotyp o bezrobotnych jako osobach leniwych może prowadzić do uprzedzeń – niechęci i pogardy wobec nich – a w konsekwencji do dyskryminacji, czyli odmawiania im prawa do wsparcia społecznego czy równego traktowania w urzędach. W ten sposób społeczny mit staje się realnym mechanizmem wykluczenia.

Proces ten jest trudny do przerwania, ponieważ stereotypy działają jak filtr poznawczy – sprawiają, że ludzie widzą tylko to, co potwierdza ich przekonania. Uprzedzenia z kolei mają silny ładunek emocjonalny, który utrudnia racjonalną refleksję. Dyskryminacja natomiast wzmacnia stereotypy, ponieważ tworzy sytuacje, w których ofiary wykluczenia rzeczywiście zachowują się inaczej – nie dlatego, że stereotyp był prawdziwy, lecz dlatego, że są w gorszej sytuacji społecznej.

Przeciwdziałanie stereotypom, uprzedzeniom i dyskryminacji

Skuteczna walka z tymi zjawiskami wymaga działań na wielu poziomach – edukacyjnym, społecznym, kulturowym i prawnym. Edukacja odgrywa kluczową rolę, ponieważ pozwala kształtować postawy otwartości, empatii i krytycznego myślenia. Nauczanie o różnorodności kulturowej, historii dyskryminacji oraz mechanizmach stereotypizacji pomaga zrozumieć, że uprzedzenia nie wynikają z natury człowieka, lecz z jego społecznych uwarunkowań.

Media powinny również ponosić odpowiedzialność za sposób przedstawiania grup społecznych. Uproszczone i sensacyjne narracje utrwalają stereotypy, natomiast rzetelne dziennikarstwo może przyczynić się do ich rozbrajania, ukazując różnorodność doświadczeń i perspektyw. Współczesne media mają potencjał kształtowania postaw tolerancji i dialogu – pod warunkiem, że zrezygnują z upraszczania rzeczywistości w imię sensacji.

Nie bez znaczenia są też regulacje prawne i działania instytucjonalne. Prawo antydyskryminacyjne, ochrona mniejszości, monitoring przypadków nierównego traktowania – wszystko to tworzy ramy, które ograniczają negatywne konsekwencje uprzedzeń. Jednak same przepisy nie wystarczą, jeśli nie zostaną wsparte przez zmiany kulturowe i moralne w społeczeństwie.

Najważniejszym jednak czynnikiem pozostaje kontakt międzygrupowy. Bezpośrednie spotkania, współpraca, wspólne działania społeczne i projekty edukacyjne sprawiają, że stereotypy tracą moc, a uprzedzenia ulegają osłabieniu. W relacji twarzą w twarz człowiek przestaje być kategorią – staje się osobą, z własną historią, emocjami i godnością.

Podsumowanie

Stereotypy, uprzedzenia i dyskryminacja są zjawiskami wzajemnie powiązanymi, które kształtują relacje społeczne i wpływają na jakość życia w społeczeństwie. Choć stereotypy pełnią funkcję poznawczą i pomagają ludziom orientować się w rzeczywistości, stają się niebezpieczne, gdy prowadzą do uprzedzeń emocjonalnych i aktów dyskryminacji. Uprzedzenia natomiast, zakorzenione w lęku i niewiedzy, rodzą wrogość i podziały. Dyskryminacja zaś stanowi ich praktyczny wymiar, przekształcając błędne przekonania w realne krzywdy.

Zrozumienie mechanizmów tych zjawisk jest niezbędne do budowania społeczeństwa opartego na równości, empatii i dialogu. Tylko poprzez edukację, otwartość i współpracę można przełamać błędne koło stereotypów i uprzedzeń. Współczesny świat, coraz bardziej zróżnicowany i połączony, wymaga od ludzi nie uproszczeń, lecz zrozumienia. A zrozumienie zaczyna się tam, gdzie kończy się lęk i gdzie drugi człowiek przestaje być symbolem, a staje się partnerem w rozmowie.

Podsumowując, nawet negatywny stereotyp może, choć nie musi wiązać się z uprzedzeniem, trudno jednak sobie wyobrazić uprzedzenie bez stereotypu. Na podstawie negatywnych postaw, czyli uprzedzeń, można przewidywać, że wywołają one dyskryminację. Stereotypizacja natomiast może bezpośrednio wiązać się z działaniem dyskryminacyjnym, niezależnie od uprzedzeń jednostki.


[1] E. Aronson, T. D. Wilson, R. M. Akert: Psychologia…, dz. cyt., s. 542

[2] tamże, s. 567

[3] tamże, s. 570 – 571

[4] H. Pietrzak: Następstwa i efekty…, dz. cyt., s. 125 – 126

[5] E. Aronson, T. D. Wilson, R. M. Akert: Psychologia…, dz. cyt., s. 143

[6] A. Bańka: Zawodoznawstwo, doradztwo zawodowe, pośrednictwo pracy: psychologiczne metody i strategie pomocy bezrobotnym, Print-B, Poznań 2003, s. 198

image_pdf

Bezrobotni – stereotypy i uprzedzenia w mediach

5/5 - (1 vote)

Walter Lippmann, który jako pierwszy zdefiniował pojęcie stereotyp, twierdził, że środki masowego przekazu malują wyimaginowany świat i że te zaczerpnięte z mediów „obrazy w naszych głowach” wpływają na to, co ludzie uczynią i powiedzą w jakimś określonym momencie. Lippmann poczynił te spostrzeżenia w 1922 r., jednakże po upływie ponad osiemdziesięciu lat można uznać je za słuszne. Obrazy oglądane w telewizji i w innych środkach masowego przekazu, wpływają na sposób widzenia świata i decydują o ważności tych informacji[1].

W nowoczesnym społeczeństwie większość stereotypów przekazywanych jest przez mass media- literaturę, telewizję, kino, gazety, pocztę elektroniczną, ulotki i naklejki samochodowe. Namacalne wytwory konsumpcyjnych środków masowego przekazu tworzą w ten sposób „informacyjną autostradę”, po której rozprzestrzeniają się stereotypy społeczne[2].

Rozwój i ekspansja mediów uznawane są za wyznacznik zmian cywilizacyjnych i jedną z ważniejszych cech charakteryzujących nową kulturę postmodernistyczną. Wpływają one na homogenizację kultury, zanik zdolności samodzielnego i krytycznego myślenia oraz wyłanianie się i umacnianie stereotypów[3].

Obecnie można mówić, że świat elektroniczny odmienia potoczne rozumienie rzeczywistości i codzienne doświadczanie świata. Z jednej strony poszerza je i wzbogaca z drugiej następuje jej wirtualizacja i odrealnienie. Realność codzienności pojawia się w realności mediów, co powoduje oddziaływania na rzeczywistość codzienną. Od tej chwili czysty podział na realność codzienną i realność mediów nie jest już możliwy.

Prezentacja medialna stała się dla realności codziennej pieczęcią uwierzytelniającą. Jako całkiem rzeczywiste jawi się tylko to, co jest przekazywane. Codzienna rzeczywistość, coraz częściej jest modelowana według zasad mediów. Poddaje się ją np. wymogom szybkiego cięcia, obrazowości, rytmicznej sekwencyjności[4].

Przekaz niejednokrotnie jest ograniczony czasem i dużym kosztem, ogranicza się do spraw, które przekazującemu wydają się najistotniejsze, służy określonym celom. Uproszczenie informacji, która ma docierać do mas, wymaga od dziennikarza fachowej wiedzy, jeżeli ma np. ją streszczać[5].

Jako przykład może posłużyć problem prezentacji ludzi niepełnosprawnych w mediach. Ludzie obarczeni fizycznymi defektami (takimi jak deformacje czy niepełnosprawność) budzą często w innych obawy i poczucie niesmaku oraz bywają obiektem drwin, uprzedzeń, stereotypowania i dyskryminacji. Media nierzadko utrwalają te stereotypy, portretując ludzi niepełnosprawnych fizycznie jako osoby zasługujące na litość, wyśmiewane a nawet niebezpieczne. Niektóre spośród tych zniekształceń można przypisać edukacji młodych dziennikarzy. Ponieważ w programach studiów kwestia handicapizmu w mediach jest niemal zupełnie pomijana[6].

Jedną z funkcji środków masowego przekazu jest socjalizacja jednostek. Kultura masowa jest „permanentną pedagogią”, niezwykle skutecznym narzędziem kształtowania pragnień i sposobów zachowań. Media są też zwierciadłem stereotypów, ale mogą też lansować nowe zjawiska czy postawy.

Szczególnie duży zasięg i siłę oddziaływania ma telewizja. Istotny element przekazu telewizyjnego stanowią spoty, które kreują wizję świata, rozbudzają potrzeby i kształtują zachowania[7].

Gigantyczną fabryką stereotypów jest reklama, która od zawsze rezerwowała dla kobiety kilka utartych scenariuszy. Mężczyzn przedstawia się niemal zawsze jako ambitnych pracowników, nabywców samochodów, użytkowników telefonów komórkowych, skorych do przygód i lubiących ryzyko. Ponadto wolno im przekroczyć zakazaną dla kobiet granicę 30 lat. Tymczasem kobiety muszą być ładne, miłe, młode, swój czas poświęcając kuchni, praniu dzieciom, bądź wcieraniu w siebie najrozmaitszych mazideł[8].

Wyniki badań, w których poproszono o ocenę fotografii modeli męskich i kobiecych wykazały, że twarze mężczyzn są przedstawiane w czasopismach (w Stanach Zjednoczonych i jedenastu innych krajach) wyraźniej niż twarze kobiet. Co z kolei wpłynęło na ocenę twarzy wyraźniej widocznych jako bardziej inteligentnych, ambitnych, niezależnie od płci. Tym samym sposób przedstawiania kobiet i mężczyzn w środkach masowego przekazu może sprzyjać powstawaniu poglądów, że mężczyźni są bardziej inteligentni i ambitni od kobiet[9].

Następstwem rozpowszechniania stereotypów w środkach masowego przekazu jest skłonność ludzi do wiary i akceptacji tego, co widzą, ponadto jest im trudno liczyć się z tym, czego nie pokazują. Jeżeli więc tak trudno dostrzec kobietę w roli osoby posiadającej władzę, łatwo dojść do wniosku, że są one niezdolne do skutecznego czynienia użytku z władzy lub, że wolą pralnię od sali konferencyjnej[10].

Jeśli stereotypy takie zostają zinternalizowane przez kobiety, mogą mieć one negatywny wpływ na ich postrzeganie własnych możliwości życiowych. Tradycyjne sposoby przedstawiania kobiet w reklamach telewizyjnych dostarczają ukrytych „scenariuszy” zachowań dla kobiet, które mogą hamować ich aspiracje dotyczące osiągnięć. Jest wielce prawdopodobne, że powtarzający się wielokrotnie kontakt z materiałami reprezentującymi alternatywny „nieseksistowski” punkt widzenia, zwiększyłby oczekiwania kobiet dotyczące osiągnięć i sukcesów zawodowych[11].

Wielu autorów podkreśla, iż reklama może wywoływać powstawanie nierealistycznych opinii o mężczyznach i kobietach oraz odgrywać istotną rolę w konstruowaniu tożsamości już w dzieciństwie. Oglądanie przez dzieci reklam telewizyjnych, operujących stereotypami płci, może powodować internalizowanie tradycyjnych wzorów zachowań, które później trudno zmienić[12].

Dzieci bardzo wcześnie stykają się ze stereotypami i uprzedzeniami. Pierwszym ważnym źródłem wiedzy o świecie, w nabywaniu stereotypowych przekonań na temat grup obcych i negatywnych uczuć do nich- są rodzice. W miarę jak dzieci uzewnętrzniają wartości uznawane przez rodziców, zaczynają także zwracać coraz baczniejszą uwagę na jawne i ukryte przekazy dotyczące relacji międzygrupowych, które płyną z filmów kinowych, telewizji, czasopism, gier wideo i wszelkich innych mediów. Wydaje się, że najpowszechniejszą heurystykę stosowaną zarówno przez dzieci, jak i przez dorosłych można ująć w następujący sposób: „ Jeśli coś znalazło się w mediach, to musi być prawda”. Innymi słowy media są używane jako narzędzia pomagające ludziom w ocenie czy posiadane przez nich przekonania, postawy są powszechne i możliwe do przyjęcia. Osoba, która regularnie styka się ze stereotypem prezentowanym w środkach masowego przekazu, może dojść do przekonania, że owe postawy ilustrują „normalne”, czyli najpowszechniejsze w danym społeczeństwie poglądy[13].

Obszerne badania na temat wpływu, jaki ma na ludzi telewizja przeprowadził amerykański psycholog George Gerber wraz z współpracownikami. Badania trwały od późnych lat sześćdziesiątych XX wieku, a przeanalizowanych zostało tysiące programów telewizyjnych i występujących w nich postaci. Uzyskane przez nich wyniki, wzięte jako całość, sugerują, że świat przedstawiony w telewizji jest jako reprezentacja rzeczywistości wielce mylący. Ponadto ich badania świadczą o zaskakującym stopniu uznawania przez ludzi obrazów widzianych w telewizji za odbicie rzeczywistości. W programach nadawanych w najlepszym czasie antenowym jest trzy razy więcej mężczyzn niż kobiet, a pokazywane kobiety są młodsze niż mężczyźni, z którymi się spotykają. Rzadko pojawiają się w telewizji ludzie nie będący białymi, a także małe dzieci i osoby w starszym wieku, zaś członkowie grup mniejszościowych są nieproporcjonalnie często obsadzani w rolach drugorzędnych, Ponadto większość postaci występujących w najlepszym czasie antenowym jest przedstawiana jako przedstawiciele wolnych zawodów i personel kierowniczy, chociaż aż 67% pracowników jest zatrudnionych w Stanach Zjednoczonych na stanowiskach robotniczych i w usługach, to tylko 25% postaci w programach telewizyjnych wykonuje pracę tego rodzaju.

W programach nadawanych w najlepszym czasie przedstawia się naukowców jako niebezpiecznych, zwariowanych i niepanujących nad sobą; chociaż w realnym życiu naukowcy rzadko dopuszczają się zabójstw, to jednak przedstawiciele żadnej innej grupy zawodowej nie zabijają w najlepszym czasie telewizyjnym częściej niż naukowcy. Wreszcie przestępstwa w telewizji są popełniane dziesięć razy częściej niż w życiu realnym[14].

Szczególnie niebezpieczne konsekwencje wpływu telewizji na postawy i poglądy zaobserwowano u „nałogowych” telewidzów, którzy spędzają przed ekranem więcej niż cztery godziny dziennie. Stwierdzono, że w porównaniu z „lekko uzależnionymi” (oglądający telewizję mniej niż 2 godziny dziennie), nałogowi telewidzowie przejawiają postawy nacechowane większymi uprzedzeniami rasowymi, przeceniają liczbę osób zatrudnionych jako lekarze, prawnicy i sportowcy; uważają, że kobiety mają bardziej ograniczone zdolności i zainteresowania niż mężczyźni; są przekonani, że nauka jest niebezpieczna, a uczeni są ludźmi dziwnymi i szczególnymi; mają przesadne wyobrażenie o rozpowszechnieniu przemocy w społeczeństwie; sądzą, że obecnie jest mniej ludzi w starszym wieku i uważają, że osoby w podeszłym wieku są mniej zdrowi od ich rówieśników, żyjących trzydzieści lat temu, choć w rzeczywistości jest wręcz przeciwnie[15].

Telewizja wpływa również na postrzeganie przestępców oraz policji. W swojej analizie „kryminologii telewizyjnej” Craig Haney i John Manzolati stwierdzili, że policjanci są zadziwiająco skuteczni, wykrywają niemal każdą zbrodnię, a pod koniec filmu czy sztuki nieodpowiednia osoba nigdy nie znajdzie się w więzieniu. Telewizja podkreśla osobistą odpowiedzialność przestępców za ich czyny. „Nałogowi” telewidzowie skłonni są odwracać zasadę domniemania niewinności, wierząc, że oskarżeni musieli coś zawinić, bo inaczej nie znaleźliby się w sądzie[16].

W serii badań psycholog polityczny Shanto Iyengar odkrył, że nie tylko treść przekazu ma wpływ na odbiorcę, lecz także sposób relacjonowania wiadomości. Analizował, w jaki sposób w dzienniku telewizyjnym przedstawiana jest dana wiadomość- czy w formie:

  • epizodycznej (pokazywanie pojedynczego, konkretnego zdarzenia, takiego jak terrorystyczny zamach bombowy, aresztowanie handlarzy narkotyków itp.),
  • czy tematycznej (abstrakcyjny raport dotyczący jakiegoś ogólnego tematu, takiego jak przestępczość terroryzm czy narkomania).

Według przeprowadzonej analizy, większość relacji przedstawiana była w formie epizodycznej i koncentrowała się na określonym sprawcy bądź konkretnej ofierze. Niektóre problemy były częściej przedstawiane w formie tematycznej, na przykład doniesienia dotyczące bezrobocia. Program opowiadający o osobie bezrobotnej, która niedawno straciła pracę, wpływał na odbiorców, którzy częściej przypisywali odpowiedzialność za dany problem osobistym motywom i działaniom jednostki, podczas gdy widzowie, którzy oglądali program o charakterze bardziej tematycznym, uważali, że to społeczeństwo i rząd są odpowiedzialni za całe zło i zobowiązani do rozwiązania problemu[17].

Media odgrywają dużą rolę w kształtowaniu wizerunku bezrobotnego w społeczeństwie. Wyraźny prymat mają dwie postawy wobec bezrobocia. Z jednej strony spotykamy jawną niechęć, bowiem zdaniem części prasy bezrobotni to „lenie, chamy, spryciarze, pijaczkowie”, którzy „stają się bezrobotni z ulgą i z radością, wykłócają się o zasiłek, wyłudzają go”. Z drugiej strony istnieje także postawa współczucia, z postulatami: „dopomagania bezrobotnym w ich nieszczęściu, obejmowania pomocą społeczną, przyznawania zasiłków, udzielania pożyczek” itd. Oba typy postaw przyznają osobom bezrobotnym negatywne wartości, z jednej strony manifestując otwartą wrogość, z drugiej strony wskazując na ich „społeczne kalectwo”. Tego typu wypowiedzi mogą upewnić jednostkę w niskiej ocenie własnej wartości (wskazanie na potrzebę walki z leniami, współczucie lub litość dla „upośledzonych” przez los nieszczęśników)[18].

Prasa, radio czy telewizja rzadko informuje o istniejącej na rynku pracy sytuacji i jej przyczynach, znacznie częściej mass media upowszechniają niekorzystne dla bezrobotnych stereotypy. Często tematem podejmowanym przez środki masowego przekazu jest „praca na czarno”. Równocześnie sporadycznie spotyka się informacje o udziale wśród bezrobotnych osób, których uprawnienia do pobierania zasiłku wygasły wskutek upływu czasu przewidzianego przez ustawodawcę. Nie są rzadkością sformułowania sugerujące, iż winę za bezrobocie ponoszą sami bezrobotni, bo są leniwi, mają niskie kwalifikacje i odpowiada im życie na koszt społeczeństwa lub nielegalna praca. Z analizy treści „Gazety wyborczej” i „Polityki” wynika, iż w publikacjach tych częściej pojawiają się negatywne określenia bezrobotnych niż pozytywne i ambiwalentne. Spośród dwudziestu poddawanych analizie artykułów, tylko trzy opisywały ciężką sytuację osób wbrew swojej woli pozbawionych pracy[19].

Negatywne stereotypy mogą stać się źródłem stresów, gdyż niezależnie od statusu sprzed utraty pracy wszyscy bezrobotni zaliczani są do jednej zbiorowości ludzi zależnych od świadczeń społecznych[20]. Może rodzić się w nich poczucie, że są „problemem społecznym”, które będzie miało wpływ na i tak już niewysoką samoocenę, zły stan zdrowia oraz może wpłynąć demobilizująco na ich wysiłki w poszukiwaniu zatrudnienia. Przedstawianie osób, które utraciły pracę w złym świetle może oddziaływać na pracodawców, którzy będą unikali zatrudniania bezrobotnych.

Nie jedna osoba miała w swoim życiu kontakt z bezrobotnym, który utracił pracę, kobietą zajmującą kierownicze stanowisko, te osobiste doświadczenia pozwalają na indywidualną ocenę danych zjawisk. Problem pojawia się, gdy ilość informacji, którymi dysponuje jednostka nie jest wystarczająca. Może ona wtedy posłużyć się dostępnymi w mediach stereotypami, służącymi do konstruowania obrazu świata.

Stąd potrzeba badań i demaskacji stereotypów związanych z bezrobociem, które pojawiły się wraz z jego wystąpieniem na szeroką skalę. Do ich powstania przyczyniły się niepełne, niewystarczające informacje, pochodzące m.in. z środków masowego przekazu.


[1] E. Aronson, A. Pratkanis: Wiek propagandy: Używanie i nadużywanie perswazji na co dzień, PWN, Warszawa 2005, s. 72

[2] C.N. Macrae, Ch. Stangor, M. Hewstone: Stereotypy…, dz. cyt, s. 22

[3] M. Drożdż: Media: Teorie i fikcje, Jedność, Kielce 2005, s. 30

[4] M. Hopfinger (red.): Nowe media w komunikacji społecznej w XX wieku, Oficyna Naukowa, Warszawa 2005, s. 470- 471

[5] A. Hulk (red.): Środki masowego przekazu a człowiek niepełnosprawny: materiały międzynarodowego sympozjum TWK, Polskie Towarzystwo Walki z Kalectwem, Warszawa 1991, s. 26

[6] T.D. Nelson: Psychologia uprzedzeń, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2003, s. 343

[7] K. Arcimowicz: Obraz mężczyzny w polskich mediach: prawda – fałsz – stereotyp, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2003, s. 10

[8]  J. Sztumski (red.): Zeszyty naukowe: Górnośląska Wyższa Szkoła Handlowa. Zeszyt nr 25 Katedry Socjologii i Psychologii, Górnośląska Wyższa Szkoła Handlowa, Katowice 2004, s. 149

[9] C.N. Macrae, Ch. Stangor, M. Hewstone: Stereotypy…, dz. cyt, s. 59

[10] E. Aronson: Człowiek – istota społeczna, PWN, Warszawa 2002, s. 303

[11] tamże, s . 304

[12] K. Arcimowicz: Obraz mężczyzny…, dz. cyt., s. 10

[13] T.D. Nelson: Psychologia…, dz. cyt., s. 62

[14] E. Aronson, A. Pratkanis: Wiek propagandy…, dz. cyt., s. 72-73

[15] tamże, s. 73

[16] tamże, s. 74

[17] E. Aronson, A. Pratkanis: Wiek propagandy…, dz. cyt., s. 76

[18] A. Bańka, R. Derbisa (red.): Pomiar i poczucie jakości życia…,dz. cyt., s. 46-47

[19] M. Malikowski, D. Markowski (red.): Struktura społeczna…, dz. cyt., s. 95

[20] I. Reszke: Wobec bezrobocia…, dz. cyt., s. 58

image_pdf